Blog

Księga gości

^ Wpisz się
^ Zobacz

me-and-th-story

avatar

^ O mnie
^ Fave me
^ bulciak@wp.pl
^ gg: 6321576
^ Tokio Hotel - Music ^ jestem: {akcja}

Subskrypcja

Kliknij, jeśli chcesz być powiadamiany o nowych notkach


Archiwum
2005
październik (16)
listopad (14)
grudzień (8)

2006
styczeń (5)
luty (5)
marzec (6)
kwiecień (4)
maj (4)
czerwiec (1)
lipiec (5)
sierpien (2)
wrzesień (2)
październik (3)
listopad (1)
grudzień (1)

2007
styczeń (1)
luty (1)
marzec (1)
maj (1)
lipiec (1)
wrzesień (1)
listopad (1)

2008
styczeń (1)
lipiec (1)


Ulubione
me-and-th-storyzwykly-bloghamletka-th

Design
Picture: Klik
HTML: Olciak
Idea: Olciak Lepiej nie kradnij.

niedziela, 6 lipica 2008 || 01:34:30 || Olciak || komentarze [3]
Info któreśtam.

Bardzo Was przepraszam, wiem, że te słowa nie mają żadnego znaczenia, ale przepraszam. Obiecałam głównie sobie, że doprowadzę to opowiadanie do końca i tak będzie.
Ostatnio miałam dużo na głowie, teraz jeszcze doszła mi praca, a za 1,5 miesiąca klasa maturalna. Ale co ja Wam to wszystko mówię, najistotnieje jest to, że nie zależnie od tego, czy skończę pierwszy rozdział, czy nie, pierwsze części pojawią się we wrześniu.
W razie czego, poinformuję Was jeszcze w subskrypcji. Pamiętajcie o weryfikacji adresów.
Cóż, pozdrawiam. Nie bijcie.

niedziela, 27 stycznia 2008 || 00:01:49 || Olciak || komentarze [9]
Info 9

Jedyna dobra wiadomość jaką mam dla Was to to, że muszę skończyć to opowiadanie przed wrześniem. Bo jeśli teraz nie mam czasu, to na pewno nie znajdę go w klasie maturalnej.
Wytrzymajcie jeszcze trochę. Czekajcie cierpliwie, jak ja oczekuję na wenę.
Przepraszam, że to tyle trwa. Nie wszystko zależy ode mnie...

sobota, 3 listopada 2007 || 02:50:04 || Olciak || komentarze [10]
Info 8

No to żeby Was nie denerwować brakiem dobrych wiadomości odnośnie moich postępów, to sobie na komentarze poodpisuję.
Więc z poprzedniej notki:
Andzia: Jakąś wybitną perfekcjonistką to nie jestem, ale kiedy coś mi się nie podoba, a mam możliwość, to jasne, że to poprawiam i staram się, żeby było jak najlepsze. No cóż, biorąc pod uwagę pierwszy rozdział, to za dobrze mi to nie wychodziło, ale kiedyś to było co innego, dopiero zaczynałam i nie miałam pojęcia o pisaniu. Tzn nie żebym teraz miała niewiadomo jaką zdolność, w końcu czarów ni mo, ale doświadczenie mam i dużo czytam. I szczerze mówiąc, jakbym miała poprawiać pierwszy rozdział, to życia by mi nie starczyło, bo tylko dwie części pozostawiłabym bez zmian, w końcu za poprawę mi nie płacą. W ogóle mi nie płacą, więc o czym to ja mówiłam..?
strawberry xD: No właśnie ja też próbowałam rozwikłać tajemniczą zagadkę pt "dlaczego zaintrygowało Cię moje opowiadanie", ale naprawdę nikt nie zna odpowiedzi. Bo ja nie mam pojęcia i szczerze się dziwię, że jako anty i TH, zaczęłaś to czytać.
Więc piszę dalej, a czy oni muszą być razem to bym nie powiedziała, w końcu moja wyobraźnia czasem szwankuje, a i czasem objawia się u mnie tak zwany masochizm wtórny. Także nigdzie nie jest powiedziane, że będą razem. Dobra, nie mówię więcej na ten temat bo się wygadam.
Wiruska: Proszę Cię, tylko nie "arcydzieło", bo czuję się głupio, kiedy ktoś porównuje moje opowiadanie do arcydzieła, bo wiem, że na to miano nie zasługuje, i dlatego automatycznie otwiera się u mnie zakładka o nazwie "ironia".
mein-engel: Jak pomyślę, że powiedziałam, że skończę do 1.01.2008 to robi mi się słabo, bo widzę, ile muszę nadrobić i że tak naprawdę będę musiała się pogodzić z porażką. Ponadto czytanie powielokroć pierwszego rozdziału tego opowiadania, nie jest do końca bezpieczne.
Agatka: Bardzo mnie ucieszył Twój komentarz i to miłe, że moje opowiadanie zyskało jeszcze jedną czytelniczkę. Jeśli chodzi o epitety, tudzież generalnie opisy, to faktycznie staram się, żeby było ich dużo, ale w odpowiednich momentach, bo nie zawsze są potrzebne. Wydaje mi się, że to bardzo pomaga wyobraźni odtworzyć aktualny przebieg wydarzeń, pod warunkiem oczywiście, że czyta się dokładnie, analizując każde słowo - w przeciwnym razie to nie ma sensu.
Wiesz, może i faktycznie Cię znam i opisywałam Twoje życie ;) A tak na poważnie, wiele osób już mi to mówiło. Może dlatego, że wiele sytuacji było wyjętych z mojego życia? A ja przecież byłam wtedy taką samą nastolatką jak Wy. Na szczęście Part II nie będzie już posiadał fragmentów mojego życia.
Jeśli chodzi o osobę Billa, to Cię rozumiem, gdybym miała zacząć to opowiadanie od początku, to przyznam Ci się, że głównym bohaterem nie byłby ani Bill ani Tom, o ile już miałaby być to osoba z zespołu. Ale tak na przyszłość do wszystkich - postaci są tak wymyślone i mają tak nieswoje cechy, że spokojnie możecie wklejać odcinki do Worda, pozmieniać imiona i wyjdzie na to samo. Tak więc błotem broń Boże Cię nie obrzucę, po pierwsze nie mam powodu, po drugie nie jestem zagorzałą fanką Billa Kaulitza ;)
Aha, w przygotowaniu jest naprawdę Part II, czyli zbiór kilkudziesięciu części, nie jedna, ostatnia, więc don't worry, be happy ;) może kiedyś wszyscy się doczekają...
Dziękuję bardzo za ten wspaniały komentarz.
lafee-pl: Pamiętam, pamiętam, z moją pamięcią nie jest jeszcze aż tak źle. Wiem, że czekasz już długo, bardzo długo, wszyscy czekają, ale może jak będziecie w połowie liceum i poczujecie nawał obowiązków, to mnie zrozumiecie w pełni.
Agacik!!: O mój dysk się nie martw, za każdym razem dopisuję wszystko na płytę, nie ma wręcz takiej możliwości, żebym cokolwiek utraciła ;) I tak, ja też uważam, że dodawanie notek po kolei jest lepszym pomysłem, no ale tak tylko zapytałam. Test na chciwość ;P Miło, że chcecie poczuć ten dreszczyk emocji, kiedy czeka się na newsa. Oczywiście nie jestem bez serca, ale notki pojawiać się będą średnio 2x w tygodniu, raczej nie częściej, chyba, że będę zmuszona do dłuższego wyjazdu i nie będę mogła czegoś dodać. No ale to się jeszcze ustali, jak skończę pisać to opowiadanie. Tak, tak, odrobina refleksji nad każdą częścią na pewno każdemu się przyda.
Właściwie najważniejsze odpowiedzi już macie, nawet jeśli nie zaznaczyłam kogoś bezpośrednio, wiadomo, że to dotyczyło wszystkich.
Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, to walcie śmiało. Odpowiem na każde, pod warunkiem, że nie będzie ono brzmiało "Kiedy skończyć pisać, kiedy dodasz opowiadanie" itp.
Przypominam, że można jeszcze dopisywać się do subskrypcji (tuuuutaj), poza tym proszę tych co chcą być powiadomieni o tym, że skończyłam pisać, żeby sprawdzili, czy ich mail znajduje się w subskrypcji, bo wszelkie nieaktywowane adresy zostają usunięte. Tak, aktywacja członkostwa też jest niezmiernie ważna. A jeśli ktoś uważa, że moje powiadomienie będzie zwykłym spamem, to proszę wypisać się z listy, nie kląć i nie wyzywać mnie potem w mailach.
No to by było na tyle, wracam kontynuować ważny wątek, póki moja wyobraźnia jeszcze posiada energooszczędną żaróweczkę (pamiętamy o ochronie środowiska).
Dziękuję za każdy komentarz z osobna, to dla mnie naprawdę bardzo ważne. A teraz uciekam, bo godzina już dosyć późna.

wtorek, 25 września 2007 || 19:13:30 || Olciak || komentarze [6]
Info 7

Ja już nie wiem co mam Wam powiedzieć. Jak dla mnie, nie jest źle, ale wcześniej niż koniec roku nie skończę. Naprawdę nie mam czasu, przepraszam. Ale nie obijam się, zapewniam ;) No i dalej zastanawiam się, czy wysłać Wam całość, czy dalej bawić się w blog i części. Wiem, że wszyscy chcieliby mieć od razu, ale ja chcę, żeby było jak najlepiej ;)
A o info musicie mi przypominać, bo ja mam straszną sklerozę.
Dziękuję i do zobaczenia :)

poniedziałek, 30 lipica 2007 || 02:07:34 || Olciak || komentarze [11]
Info 6

No bo cholera to jest tak: nie chcę pisać info, jeśli nie mam dobrych wieści, prawda? No, a nie mam. Nie skończę pisać w wakacje. Dopiero wróciłam, że tak powiem z urlopu, a ostatni raz pisałam w ostatnich dniach czerwca. Teraz staram się nadrabiać, ale wiem, że nie zdążę do września. Nie wiem, jeśli uda mi się skończyć pierwszy z czterech rozdziałów, albo dostaniecie na maila, albo zacznę tak jak wtedy: po kolei każdą część na blogu, a jak skończę, to wyślę całość. Jeszcze nie wiem.
Nie miejcie do mnie pretensji. Siedzę jak głupia po nocach nadrabiając, a nie zawsze mogę. I nie chcę pisać, kiedy widzę, że nie bardzo mi to idzie.
Tak, wiem, gdyby Rowling tyle pisała jedną część Pottera, fani napadliby na nią drzwiami i oknami.
Ale moje opowiadanie nawet w jednej setnej nie umywa się do jej twórczości, więc porównanie nie było trafne. Nie żebym lubiła HP.
A teraz przepraszam, ale padam z nóg i ledwo żyję.
Zaczynają mi się mieszać blond włosy Julii z rudowłosą Alex, oraz kolczyk w języku Billa z dredami Toma. Powiem Wam w sekrecie, że on już nie ma tych dredów.
Dobra, odezwę się jak skończę pierwszy rozdział. Nie martwcie się, drugi i trzeci już mam skończony, jeszcze tylko czwóreczka i gotowe.
Może do 2008 to skończę...
See ya.

poniedziałek, 14 maja 2007 || 21:01:52 || Olciak || komentarze [6]
Info 5

Miałam napisać info już wcześniej, póki miałam czas i dobre wiadomości, kiedy to mogłam się pochwalić moim dzieckiem, które sięga już prawie połowie. Mówie o opowiadaniu oczywiście. Nie mogę określić dokładnie ile mi jeszcze zostało, bo pomimo planu wydarzeń, który mam opracowany już dawno, ciągle przychodzą mi do głowy świeże pomysły i cały czas rozbudowuję jakiś fragment, ulepszam. No bo w końcu musze być w miarę zadowolona, zanim Wam to wyślę, prawda? Tak podejrzewam, że jak wrócicie z wakacji, to wszystko będzie już gotowe. To taka optymistyczna wizja. Wcześniej nic z tego, bo ja na życie nie mam czasu, co dopiero na opowiadania...
Chciałabym pozdrowić kilka dziewczyn z koncertu, które mnie, o Boziu kochana, poznały, tzn wcześniej się przedstawiłam, ale skojarzyły że ja od tego szita, zwanego opem xD No, to je bym chciała pozdrowić i ogólnie koncertową publikę - thx za prawie połamane żebra, jesteście wspaniałe.
Hero.
A niusa napiszę po wystawieniu ocen, czyli równo za miesiąc, adios pomidoros ;*

piątek, 23 marca 2007 || 22:04:09 || Olciak || komentarze [23]
Info 4

Nie lubię pisać info, nie mając dobrych wieści. Dziś też za bardzo nie mam, chociaż pisałam dziś, pisałam. Pięć stron stworzyłam, ha! W sumie jest ich czterdzieści. Mało, ja to wiem. Tylko, że nic na to nie poradzę. Nie opierdzielam się jak mam czas, tego możecie być pewni. O.
Nie liczcie na szybkie dokończenie tego opowiadania. Zawsze możecie wypisać się z subskrypcji i o nim zapomnieć, jeśli coś komuś nie odpowiada.
Koniec info.

czwartek, 15 lutego 2007 || 17:59:51 || Olciak || komentarze [17]
Info 3

Chcecie info - macie info.
Ale z góry ostrzegam, że dobrych wiadomości nie mam. Tak samo jak nie mam weny, czasu ani chęci. Nie jestem nawet w połowie i długo nie będę. Przepraszam.
Cieszę się niezmiernie, że już STO osób zapisało się na subskrypcję. To naprawdę zadziwiający wynik... Ale i tak nie dostaniecie maila z moim opowiadaniem, jeżeli nie potwierdzicie członkostwa przez e-mail (jak dopiszecie się do subskrypcji, dostaniecie maila z linkiem, który trzeba kliknąć). Dopilnujcie tego, jeśli chcecie żebym [co prawda w dalekiej przyszłości, ale jednak] wysłała to opowiadanie... Sama już nie wiem, czy warto na nie czekać.
Mam jeszcze jedną ogromną prośbę. I tu juz nie chodzi o głupie reklamy, bo sprawa wygląda dużo bardziej poważnie.
Sama wybieram się na ten dziadowy koncert TH w Polsce, bo niby dlaczego nie, skoro jest on w moje urodziny. ALE. NIECH TYLKO ZOBACZE, ZE ZACZYNACIE SPIEWAC GREEN DAY NA KONCERCIE TOKIO HOTEL, TO OBIECUJE, ZE OSOBISCIE OBEDRE ZE SKORY! Kto to widział spiewać GD na koncercie TH?! Dziewczyny opanujcie sie, wiem ze chcecie zrobić tym przyjemność Billowi, bo to 'jego ulubiona piosenka', ale do cholery, on nawet sie nie zorientuje, ze takie byly wasze intencje! Jego gusta muzyczne zmieniają sie co 3sec i juz lepiej, jakbyscie zaspiewaly Nenę, niż GD! Jeśli chodzi o dojczowe 'sto lat' dla Dżordżitta to spoko, mogę się nawet przyłączyć. Ale nie róbcie siary z megafonami i Green Dayem, BŁAGAM!
Koniec, bo jak się jeszcze trochę pobulwersuję, to jestem w stanie wejść na każdy blog propagujący tę akcję i zwyzywać autorki... Przeraszam, i do następnego razu.

środa, 3 stycznia 2007 || 16:36:21 || Olciak || komentarze [16]
Info 2

Miałam dać info wcześniej, ale po pierwsze nie miałam czasu (jak zwykle, wiem), a po drugie nie było po co. Bo tak, za dużo napisanego nie mam. Tzn mam tyle ile mówiłam w poprzeniej notce. Od tamtego czasu może i napisałam trochę, ale to nie za bardzo zadowalający [prznajmniej mnie] wynik. Co prawda w głowie mam mnóstwo pomysłów, ale jakoś nie potraifę przelać tego na klawiaturę.
Nie chce mi się dłużej tłumaczyć, więc zaapeluję po raz kolejny. NIE REKLAMOWAĆ MI TU SWOICH BLOGÓW BO I TAK TO NIC WAM NIE DA. Grrr. Ja i tak już nie czytam żadnych nowych opowiadań, chyba, że piszą je osoby, których opowiadania czytałam przed zawieszką, lub które zaczęłam czytać wcześniej. Proste.
Proszę, żebyście dalej inofrmowali mnie o nowych notkach. Może i nie zawsze komentuje, ale zawsze czytam. Chyba, że Wam zależy tylko na komentarzach, więc przykro mi.
Loren, fenk ju, że Ty jedyna nie boisz się pytać :D
A, ekhm, życzenia noworoczne. Bite szyn. Więc tak, życzę Wam spełnienia marzeń, duuuużo, duuuużo cierpliwości i żeby ten rok był lepszy od poprzedniego. Wymyślcie sobie jeszcze kilka życzeń, a ja się pod nimi podpiszę. A! I żebyście wytrwali w noworocznych postanowieniach! Bo na przykład ja już złamałam kilka...
Pewnie o czymś zapomniałam. Ale jakby co to będę edytować.
No, to... Trzymajcie się.

piątek, 1 grudnia 2006 || 19:56:18 || Olciak || komentarze [23]
Info 1

Przydałoby się powiadomić, tak jak obiecałam, o moich postępach dotyczących opka.
Tak więc postępów nie ma żadnych, napisane mam dwa party z części pierwszej; całą część drugą, która w połowie idzie do poprawki; całą część trzecią, którą trochę trzeba poprawić; krótki fragment partu pierwszego z czwartej części. Są cztery części opowiadania jakby co. Cóż, kompletnie nie mam czasu na pisanie, a całą wenę, która już łaskawie nadejdzie zżerają mi prace literackie z polskiego. Więc wszystko nie zapowiada się za ciekawie.
Ah, zapomniałam Wam powiedzieć w poprzedniej notce, że nie wysłałam mojego opowiadania na konkurs, bo napisanie go w przeciągu dwóch tygodni było sprawą po prostu nie mozliwą do zrealizowania. Ale patrząc na opowiadania, które pojawiły się we wczorajszym numerze Bravo, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że nie żałuję ani w najmniejszym procencie. Redakcja wybrała najgorszą z możliwych form. Nieważne.
I info dla Loren. Nie wiem jak ubrać to w słowa ;D Otóż, masz rację z tym przejsciem przez cały ciąg prób, zanim wytwrórnia wypuści kogoś na rynek. Ale jak już gdzieś wspomniałam cały ten drugi rozdział był nieprzemyślany, pisany spontanicznie, co mi paluszki na klawiaturę przeleją. Dlatego też było tak wiele beznadziejnych sytuacji, których potem nie mogłam już zmienić. Teraz naszczęście będzie inaczej, wszystko będzie bardzo dokładnie opracowane, będzie się trzymac planu wydarzeń. A jeśli już coś wyjdzie nie tak, to zawsze będę mogła to poprawić.
I cóż, na tym koniec, jakby ktoś miał jakieś pytania, to walić śmiało w komentarzach, ja naprawdę nie gryzę ;)
I cóż, następne info pewnie będzie za miesiąc... Albo jeszcze przed Sylwestrem, żeby życzyć Wam szczęśliwego nowego roku ;P
Trzymajcie się ;*

sobota, 4 listopada 2006 || 22:35:13 || Olciak || komentarze [25]
47. (79) „Już więcej Cię nie zobaczę...”

Tym razem trochę inaczej. Wstęp będzie na końcu. Zapraszam do przeczytania notki, a dowiecie się dlaczego. Z góry przepraszam za takie, a nie inne akcje. Pewnie znowu przesadziłam, ale myślę, że jeśli się przemęczycię przez tą część to... No właśnie, zobaczycie sami.



Sięgnęła ręką po białą bluzkę przewieszoną przez wannę i nałożyła ją na siebie, mocno naciągając. Włosy uwolniła z ciasnej gumki, rozrzucając na plecy, a makijaż podkreśliła delikatnie transparentnym błyszczykiem. Obejrzała się ostatni raz bardzo dokładnie w wielkim lustrze i skrzywiła usta w niezadowoleniu
- Robię to tylko dla ciebie, Alex. I nigdy więcej się tak nie ubiorę – powiedziała sama do siebie, jakby jej siostra miała ją usłyszeć. Nie mogła, bo siedziała męczona przez tego zwyrodnialca, a jej los nie był nikomu znany. Na samą myśl o Markusie Julia zacisnęła mocno pięści i przymknęła oczy. Odetchnęła głęboko i otworzyła drzwi od łazienki, przechodząc do swojego pokoju
- O mój Boże… - zareagował Chris, kiedy zobaczył swoją przyjaciółkę
- A podobno niewierzący – dziewczyna uśmiechnęła się lekko i przykucnęła przy szafce, żeby zgarnąć różne rzeczy do podręcznej, czarnej torebki
- Co chcesz, wygląda nieziemsko – szturchnął go siedzący obok Patrick i jeszcze raz zmierzył czarnowłosą wzrokiem. W odpowiedzi dostał tylko po ramieniu od swojego przyjaciela
- Julia, nie wyjdziesz tak na ulicę – dodał blondyn podpierając głowę na łokciu
- Wyjdę – oznajmiła krótko z uśmiechem i naciągnęła masakrycznie krótką, białą spódniczkę. Wsunęła stopy w wysokie sandały i chwyciła za torebkę sugerując, że jest już gotowa. W pewnej chwili Chrisowi zadzwoniła komórka. Wyciągnął ją z kieszeni i spojrzawszy na wyświetlacz skierował głowę w sufit z niezadowolenia
- Daj – dziewczyna podeszła do niego wystawiając rękę. Blondyn spojrzał na nią niepewnie – No daj, załatwię to – dodała zabierając mu z ręki dzwoniący telefon. Dobrze wiedziała, że dzwoni jego była, Deborah
- Słucham? – odezwała się nie swoim, bardziej delikatnym głosem, jednak nikt nie odpowiedział – Halo? – powtórzyła
- Ktoś ty? – przywitał ją niezbyt przyjemny, skrzeczący głos
- Jestem… - zastanowiła się chwilkę – Michelle. Czego chcesz?
- Jaka znowu Michelle? – dziewczyna wrzasnęła do słuchawki tak, że Julia musiała ją odsunąć od ucha – Chcę rozmawiać z Chrisem!
- Żabciu! Jakaś dziewczyna chce z tobą porozmawiać! – krzyknęła gdzieś w oddali i zwróciła się do niej ponownie - Niestety, aktualnie bierze prysznic i nie może z tobą rozmawiać – odpowiedziała jej ziewając krótko. Coś przekazać? – zaśmiała się pod nosem, jednak usłyszała już tylko sygnał przerwanego połączenia. Oddała przyjacielowi telefon i ukazała szereg białych zębów
- Dzięki – uśmiechnął się w podzięce
- Do usług – pokłoniła się delikatnie, wprawiając w głośny śmiech przyjaciół – Idziemy? – dodała kiedy wszyscy uspokoili się
- Julia, wiesz dobrze, że nie wypuszczę cię w tym stroju – Chris spoważniał momentalnie
- Patrick, idziesz? – dziewczyna zwróciła się do zielonookiego dając do zrozumienia blondynowi, że na nic jego zakazy, ale ten złapał za telefon i zaczął wpisywać jakieś numerki – Co robisz? – zapytała trochę przestraszona
- Dzwonię na policję – przystawił telefon do ucha, ale Julia kucnęła przed nim, wyjmując mu z ręki komórkę i kasując połączenie
- Chris, proszę… - spojrzała na niego ze smutkiem – Zrozum mnie… Gdyby Patrickowi coś się stało, też zrobiłbyś wszystko, żeby mu pomóc…
- Julia… - przerwał jej przyjaciel
- Daj mi skończyć – uniosła dłoń do góry prosząc, by przestał – Kocham Alex i nie darowałabym sobie, gdybym mogła jej pomóc, a tego nie zrobiła… Policja tu nie wiele zdziała, nie przeszukają jego domu, nie mają dowodów. Kto mi uwierzy na słowo? Nikt Chris, nikt… - spuściła wzrok patrząc bez celu w podłogę
- A jeśli tobie coś się stanie? Wtedy ja nie będę mógł sobie wybaczyć, że cię puściłem – położył dłoń na jej zimnej i lekko drżącej dłoni
- To błędne koło… Muszę jej pomóc… Bo jeśli nie ja, to kto? – spojrzała na niego z wyrzutem – Proszę…
- Dobrze – odetchnął głęboko – Ale pójdziesz tam tylko po to, żeby zbadać sytuację – ostrzegł ją – Nawet jeśli ona naprawdę tam będzie, nie zrobisz nic, wyjdziesz stamtąd, przyjdziesz do nas i wtedy zadzwonimy na policję. Jasne?
- Chodźmy już… - dziewczyna podniosła się nie spoglądając nawet na przyjaciela i ruszyła w kierunku wyjścia



- Jesteśmy – oznajmił Chris wyłączając silnik samochodu i odwrócił się do czarnowłosej
- Pamiętam – wyprzedziła jego pytanie i przygryzła mocno wargę w ciężkim oddechu – Idę – otworzyła pomału drzwiczki i wyszła z srebrnego samochodu. Swoje kroki od razu skierowała do bramki ogromnego, piętrowego domu. Przeszła przez duży, zadbany ogródek ze świeżo wykoszoną trawą i stanęła przed drewnianymi drzwiami. Bała się, strasznie się bała. Wiedziała, jak to wszystko może się skończyć, ale nie przemawiały do niej żadne argumenty. Musiała pomóc Alex i tylko to teraz było najważniejsze. Ich przyjaźń miała większą wartość niż strach, który obecnie nią zawładnął…
Nacisnęła mocno biały guziczek, a w domu rozbrzmiała głośna melodyjka. Jasne słońce schowało się za granatową chmurkę, a na jej ciało zaczęły spadać niewielkie krople deszczu. Nagle usłyszała odgłosy ciężkich butów, śmiało stąpających po gładkiej posadce. Teraz nie było odwrotu. Odrzuciła niesforne kosmyki na plecy, a na usta przykleiła zalotny uśmiech. Tak jak się spodziewała, w drzwiach pojawił się nie kto inny, jak sam Markus. Jego mina nie wyrażała zadowolenia z nieproszonego gościa, co więcej, wyglądał jakby chciał powiedzieć coś w stylu „co ty tu k… robisz?!”
- Cześć – przywitała się krótko, a domownik dalej stał jakby wrósł co najmniej w ziemię – Nie zaprosisz mnie do środka? – dodała wykorzystując zdziwienie Markusa
- Właściwie to… - chłopak zmierzył ją począwszy na wysokich butach, skończywszy na sterczącym kosmyku włosów na głowie – Jasne, wejdź – uśmiechnął się zachłannie przepuszczając dziewczynę pierwszą. Cały czas czuła na sobie jego obleśne i świdrujące dogłębnie spojrzenie. Miała ochotę rzucić się na niego z pazurami i obić tą idealną mordkę, ale nie… Spokojnie, wszystko w swoim czasie… tłumaczyła sobie w duchu. Brunet zaprosił Julię do salonu i wskazał na sofę, żeby usiadła.
- Więc co cię do mnie sprowadza? – Markus stał się trochę bardziej pewny siebie. Narazie tylko w słowach
- Wiesz, szukam jakiejś dobrej agencji, żeby wykonała mi portfolio – odpowiedziała mu patrząc głęboko w oczy. Nie ufał jej, ale czuła, że z każdą sekundą chłopak rośnie w przekonaniu, że ta głupia nastolatka jest zbyt pusta na wszelkie domysły. Nie myliła się. Z każdą chwilą czuł się jak pan i władca, jak król, który ma w garści wszystko i wszystkich. W jego oczach pojawił się dziwny blask, a przygryzane raz po raz usta nabrały mocno różowego koloru. Odetchnęła mocno na myśl, że część planu ma już za sobą
- Zajmuję się modelingiem, nie wykonywaniem sesji zdjęciowych – oznajmił krótko, przenosząc wzrok z jednej, na drugą partię ciała dziewczyny – Chociaż… - zastanowił się przez chwilę i przysunął bliżej – Może zrobiłbym wyjątek… - szepnął jej prosto do ucha i odsunął, żeby nie speszyć swojej „nowej zdobyczy” – Napijesz się czegoś? – zaproponował
- Wodę, jeśli można – odpowiedziała, żeby sprawiać wrażenie nieśmiałej i niedostępnej. Wiedziała, że ma go w sieci
- Nic mocniejszego? – zdziwił się – Martini? Whisky? Jin z toniciem?
- Może być Martini – rzuciła pierwsze lepsze co przyszło jej do głowy, a kiedy Markus zniknął za drzwiami kuchni schowała twarz w ręce. Nie myślała, że pójdzie jej tak łatwo z usidleniem tego niezależnego bruneta. Po chwili pojawił się sam on, z dwoma kieliszkami w ręce. Jeden podał dziewczynie, a w drugim sam zamoczył usta
- Czemu nie pijesz? – spytał widząc, że Julia męczy szkło w dłoniach
- Masz lód? – rzuciła na odczepne. Markus skrzywił się lekko, ale wiedział, że musi spełniać jej zachcianki, żeby złapać ją w swoje łapska. Kiedy tylko upewniła się, że zajmie mu to chwilę, wyjęła z torebki małe pudełeczko z tabletkami nasennymi i nasypała kilka na rękę. Sześć. To w zupełności wystarczyło, żeby zasnął spokojnym snem. Nie miała zamiaru go zabić, chociaż gdyby mogła, na pewno by to zrobiła. Rozkruszyła szybko proszki i wrzuciła do kieliszka, mieszając wszystko palcem. Bała się, że chłopak odkryje cały ten spisek, ale na razie nie chciała się tym martwić. Najważniejsze było znalezienie Alex.
- Niestety nie mam lodu – wrócił z kuchni rozkładając w udawanym smutku ręce – Trochę mnie to dziwi, że tu przyszłaś – zwrócił się do niej po raz kolejny popijając trunek z domieszką lekarstw – Nie bałaś się? – zapytał z zalotnym uśmieszkiem i znowu przysunął tak, że dziewczyna nie miała miejsca na jakiekolwiek poruszenie się
- Czego miałabym się bać? – odpowiedziała pewnie i namoczyła usta w płynie. Wiedziała, że nie mogła pić tego napoju, ale z drugiej strony nie chciała wzbudzać żadnych podejrzeń
- Ostatnio nie byłaś do mnie zbyt przyjaźnie nastawiona – zauważył zakładając za jej ucho kosmyk czarnych włosów. Odruchowo ścisnęła mocniej pasek torebki, którą położyła na kolanach. Dobrze, że nic nie jadła, bo poczuła, że żołądek zaczyna się buntować na dotyk tego palanta. Przymknęła oczy czując na kolanie jego ciepłą dłoń. Postanowiła przystopować trochę, co niekoniecznie spodobało się jej partnerowi.
Cholera, jak nie teraz, to kiedy?, pomyślała.
- Wszystko można naprawić… - szepnęła zmysłowo tuż przy jego wargach. To był ostateczny znak dla chłopaka. Wpił się zachłannie w usta dziewczyny, pogłębiając od razu niewinny pocałunek w coś bardziej namiętnego i jednoznacznego. Dziewczynie zrobiło się strasznie niedobrze, ale nie oderwała się od Markusa. Dopiero, kiedy poczuła, że jego dłoń zwalnia uścisk z jej uda, a twarz pomału odsuwa się od niej, otworzyła oczy. Wszystko szło po jej myśli. Usidliła go, złapała w zasadzkę i uśpiła. Odepchnęła go lekko od siebie sprawiając, że jego bezwładne ciało opadło na oparcie kanapy. Upewniwszy się, że zasnął, wstała i splunęła na ziemię
- Nigdy więcej – powiedziała do siebie łapiąc za torebkę i wychodząc z salonu. Rozejrzała się dokoła. Musiała przejrzeć co najmniej dwadzieścia pomieszczeń w domu, więc od razu przystąpiła do działania. Otwierała po kolei każde z zamkniętych drzwi, a do tych uchylonych zaglądała bez skrupułów. Na dole jednak wszystkie pomieszczenia były puste. Ostatnią deską ratunku było drugie piętro. Weszła szybko po schodach, starając się zrobić jak najmniej zamieszania i rzuciła się w pierwsze lepsze drzwi. Te jednak były zamknięte
- Cholera – zaklęła pod nosem i przeszła do kolejnych. W pewnej chwili usłyszała dziwne odgłosy dochodzące z pierwszych drzwi. Jakieś kroki
- Markus? – odezwał się jakiś młody, męski głos – Coś ty mi dał? – zapytał z wyrzutem – To dziecko do niczego się nie nadaje!
- Zamiana – odpowiedziała krótko i oparła się o framugę, ponownie doczepiając na usta zalotny uśmieszek. Po kilku sekundach drzwi się otworzyły, a jej oczom ukazał się dosyć przystojny, wysoki facet w granatowym garniturze. Był nieco zdziwiony pojawieniem się, zapewne nowej, dziewczyny, dlatego ona sama postanowiła przełamać pierwszą barierę i wprosiła się do środka. To wszystko było jak chory sen, który nie powinien się nigdy urzeczywistnić. A jednak, był najprawdziwszym koszmarem. Skąd wiedziała, że trzyma tu Alex? Mógł ją wywieźć, gdziekolwiek, do kogokolwiek. Jedyne, co było wiadome, to w jakim celu. Kucnęła przy skulonej, chudej dziewczynie. Włosy miała narzucone na twarz i podpuchnięte oczy. Jej figurę poznałaby z odległości kilometra, nieważne w jakim stanie.
- No mała, zmiataj stąd – zwróciła się do niej i podniosła jej podbródek – Do niczego się nie nadajesz – powtórzyła słowa mężczyzny i mrugnęła oczkiem do zdezorientowanej Oli – Wyjdź tylnimi drzwiami, Chris będzie na ciebie czekał… - szepnęła jej na ucho. Alex zerwała się jak oparzona i już miała wybiegać, kiedy brunet zagrodził jej przejście.
- Ona zostaje – podsumował krótko – Podobno nie wolno jej stąd wychodzić
- Daj spokój, przecież nie ma z niej żadnego pożytku – czarnowłosa parsknęła śmiechem i pociągnęła faceta za paskowany krawat robiąc przejście Alex – Masz przecież mnie… - mruknęła cicho i przyciągnęła go do siebie, następnie odpychając na niewielki stolik. Ten uśmiechnął się tylko i czekał na kolejne ruchy dziewczyny. Ostatnią rzeczą którą zrobiłaby, było oddanie się temu zboczeńcowi. Musiała szybko wymyślić jakiś skuteczny plan… Nagle jej wzrok przykuła mosiężna figurka jakiegoś buddy. Stała dokładnie za mężczyzną. Podeszła więc do niego i jedną dłoń położyła na jego klatce piersiowej. Nachyliła się mocno, żeby móc sięgnąć drugą ręką po figurkę i sprawiać wrażenie, jakby chciała zwabić faceta. On jednak nie chciał czekać dłużej. Przysunął twarz do ust dziewczyny i pocałował delikatnie. Nie mogła pozwolić na dalszy rozwój wydarzeń. Zamachnęła się i uderzyła bruneta w głowę. Nie za mocno, ale skutecznie, bo mężczyzna padł jak długi tuż pod jej nogi. Odetchnęła głęboko. Udało jej się. Udało wyswobodzić siostrę i wyjść z całej sytuacji bez szwanku. Była z siebie dumna i niezwykle zadowolona. Już nic nie mogło przeszkodzić jej w dalszym rozwijaniu swojego szczęścia przy boku siostry. Nic oprócz…
Momentalnie drzwi się otworzyły. Jedyne co udało jej się zapamiętać z tego zajścia to przekrwione oczy Markusa, nieopisaną bliżej złość, wyrysowaną na jego twarzy i dwa słowa. „Ty suko”…



Sama nie wiedziała, ile zajęło jej otwarcie oczu. Przytomny umysł miała od dawna, ale jakaś wewnętrzna siła nie pozwalała jej podnieś dwóch niezwykle ciężkich powiek. Próbowała kilka minut, godzin, a może dni, czy nawet tygodni... Wreszcie otworzyła zaspane oczy, a rażące światło słoneczne oślepiło ją brutalnie. Przechyliła głowę w stronę jakiegoś białego pokoju i stopniowo starała się złapać ostrość. Kolejnym celem było jakiekolwiek poruszenie się. Była jednak zbyt słaba, żeby chociażby ruszyć ręką. Czuła się totalnie spruta i sponiewierana. Nawet tak prosta czynność jak oddychanie sprawiała jej trudność. Niebyła nawet do końca pewna gdzie jest, a zwłaszcza dlaczego. Zmęczona zbyt intensywnym jak na jej stan myśleniem, zasnęła.
Jednak, kolejna próba otworzenia oczu przebiegła nadzwyczaj pomyślnie, jakby po prostu nimi mrugnęła, jakby wcześniejsze chwile kompletnie nie miały znaczenia. Tym razem nic ją nie bolało, nie było żadnych barier i oporów w poprawnym widzeniu, czy poruszeniu czymkolwiek. Podciągnęła więc powoli ręce i oparła się na łokciach. Od razu zauważyła, że to jej pokój, chociaż kilka rzeczy na pewno było ustawione inaczej, niż kiedy ostatni raz tu była. Obejmując pokój wzrokiem, zatrzymała się na małej, czarnej torebce. Wiedziała, że coś znaczyła, nie mogła jednak bliżej skojarzyć co. Przymrużyła oczy, zastanawiając się nieco dłużej. Próbowała odświeżyć każdy najmniejszy fragment, który tylko pamiętała. Po chwili przypomniała sobie wszystko do moment, w którym jeszcze była świadoma. Opadła z powrotem na dużą, puchową poduszkę i złapała się za głowę, która coraz śmielej dawała o sobie znać. Nagle zauważyła także brak pewnej srebrnej kuleczki w języku. ”Cholera, co się stało potem?” pomyślała i w jednej chwili zdecydowała, że koniecznie musi porozmawiać z Amelią. Ona na pewno wie, co wydarzyło się, kiedy, jak sądziła, nic nie mogło przeszkodzić jej w pomyślnym zakończeniu planu. Zerwała się szybko z łóżka, jednak równie szybko usiadła na nim ponownie. W głowie zaczęło jej szumieć, a przed oczami zrobiło jej się czarno. W pewnej chwili do pokoju weszła kobieta ubrana na biało. Długie, farbowane blond włosy spięte miała w luźny kok, a stopy wsunięte w chodaki. Uśmiechnęła się, kiedy zauważyła Julię. Podeszła do niej zamykając drzwi.
- Jak się czujesz? – zapytała pomagając dziewczynie położyć się z powrotem na łóżku i przykryła ją kołdrą
- Do tej chwili myślałam, że całkiem dobrze, ale widać jednak nie... – odpowiedziała cicho, dalej trzymając się za głowę. Kobieta uśmiechnęła się po raz kolejny i usiadła obok, na małym taborecie. Julia przyjrzała jej się uważnie
- Nie martw się, jestem Barbara, wasza pielęgniarka – wyjaśniła od razu, widząc lekkie zdezorientowanie dziewczyny
- Nasza? – zapytała zdziwiona
- Tak, twoja i twojej siostry.
- O Boże, Alex! – krzyknęła przerażona i zerwała się jak oparzona – Co z nią? Wszystko w porządku?
- Spokojnie – kobieta podniosła się i położyła rękę na ramieniu Julii – Już czuje się dobrze, nie martw się. Możesz podciągnąć rękaw piżamy? – zapytała sięgając na biurko. Dziewczyna wykonała polecenie i skrzywiła się widząc całkiem sporą strzykawkę. Odwróciła głowę, żeby na to nie patrzeć. Zawsze jak była mała mdlała przy pobieraniu krwi, a szczepienia były dla niej najgorszą karą, jaka mogła ją spotkać. Nawet zakaz zabawy w piaskownicy na podwórku nie był taką męczarnią, jak wizyta w przychodni. W szpitalu dzięki Bogu nie była nigdy, przynajmniej jako pacjent.
- Przecież nie będzie bolało – zaśmiała się pielęgniarka ujmując w palce malutki wenflon. Dziewczyna poczuła tylko ciśnienie, wypełniającego jej ciemne żyły, płynu., a po chwili zakręciło jej się w głowie. Widoczność Julii została znacznie ograniczona, jednak nie do tego stopnia, żeby nie mogła rozpoznać sylwetki postaci, która przekroczyła próg jej pokoju.
To mogło oznaczać tylko jedno. Kłopoty.
- Barbaro, możesz zostawić nas same? – zwróciła się surowo Amelia do pielęgniarki, która rzuciwszy okiem na niezbyt zadowoloną z tego faktu dziewczynę zawahała się.
- Jest osłabiona i myślę, że...
- Jednak ja myślę, że powinnaś zostawić nas same! – podniosła głos, który zamienił się nieznacznie w krzyk. – Jak się czujesz? – zawróciła się do Julii upewniwszy się, że Barbara opuściła pomieszczenie. Jej ton złagodniał.
- Kiepsko – rzuciła niepewnie. Amelia prychnęła.
- Nie dziwne – wzruszyła ramionami – Po tak bohaterskich czynach masz prawo – powiedziała ironicznie, a widząc, jak Julia otwiera usta, żeby coś powiedzieć, wyprzedziła ją – Dlaczego mi o niczym nie powiedziałaś?
Czarnowłosa spojrzała w okno. Nie miała żadnego konkretnego wytłumaczenia. Mogła powiedzieć prawdę, ale żadnej prawdy nie było. Mogła skłamać, ale nic nie było wystarczająco sensowne. Wpatrywała się w za to w magdeburski, jesienny krajobraz i przygryzała nerwowo dolną wargę. Nie miała nic na swoje usprawiedliwienie.
- Można było tego wszystkiego uniknąć – Am spojrzała na nią wymownie – Gdybyś tylko powiedziała mi o tym, co usłyszałaś na gali, albo gdybyś tylko posłuchała tej cholernej prośby Chrisa...
- Właśnie – wtrącił się blondyn pojawiając się w futrynie. Wzrok miał obojętny, drżały mu usta, a ręce włożone miał w kieszenie przetartych gdzieniegdzie jeansów.
A więc miała podwójne kłopoty.
- Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło... – szepnęła niemal niesłyszalnie, patrząc tym razem w wymiętoszony róg kołdry.
- Zależy jak dla kogo – Am skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, a jej lewa brew uniosła się wysoko. Spojrzała na stojącego obok niej Chrisa i z powrotem przerzuciła wzrok na leżąca na łóżku, wyraźnie zakłopotaną dziewczynę. Widać, że sprawiało jej to ogromną satysfakcję. Julia jeszcze nigdy nie widziała jej w takim stanie. Ani Chrisa, który patrzył na nią z nieograniczoną wściekłością.
-To może powiesz mi co takiego się stało? – dziewczyna poruszyła się powoli wśród białej pościeli i zerknęła pewnie na kobietę, która darowała już sobie podniosły ton i wrogie spojrzenie. Siedziała teraz na skraju łóżka i opierała głowę na łokciu. Biła się z myślami.
- Po twojej genialnej akcji, kiedy Oli udało już się wydostać z domu tego Markusa – zaczęła po chwili skupienia – Okazało się, że Chris wezwał Policję. Zaopiekowali się Alex, a reszta poszła po ciebie. Nie zastali jednak Markusa, za to ciebie, nieprzytomną, leżącą na podłodze – zatrzymała się, żeby złapać oddech – Miałaś szczęście. Cholerne szczęście. Kilka minut dłużej i nie pamiętałabyś kim jesteś, skąd jesteś i po co jesteś. O ile byś w ogóle była – pokiwała głową z dezaprobatą, kończąc filozoficznym wywodem.
- Może wtedy byłoby lepiej... – Julia spojrzała na Amelię, której oczy po raz kolejny zaszły wrogim nastawieniem. Szukała odpowiednich słów, żeby móc przywrócić dziewczynę do pionu.
- Przestań pieprzyć i weź się w garść! – krzyknął Chris ku zdziwieniu obojga – Mogłaś umrzeć, do tej pory, do chwili w której się obudziłaś, chociaż wcale nie było powiedziane, że w ogóle się obudzisz, mogłaś zapaść w śpiączkę, przestać oddychać, cokolwiek!
Chłopak nie był zbulwersowany. Był totalnie wkurzony. I nie miał zamiaru pocieszać przyjaciółki w ciężkich dla niej chwilach. Chciał tym sposobem pokazać jej, że wszystko co robi, robi zbyt spontanicznie.
- A co z Alex, z trasą, z zespołem, z płytą, ze wszystkim? – Julia zapytała Amelię, która wyglądała nieco opadniętą z sił.
- Była trochę osłabiona i przestraszona, ale to wszystko, z niewielką pomocą wróciła do siebie przez cały ten czas, w którym ty byłaś w szpitalu, no i tutaj... – wyrecytowała jednym tchem, gapiąc się bezmyślnie w pustą przestrzeń.
- Zaraz... – czarnowłosa popatrzyła na nią i na Chrisa marszcząc brwi – Ile czasu byłam nieprzytomna?
- Wystarczająco długo, żeby odwołać trasę, doprowadzić tym samym wasze konta do sporego debetu, cofnąć płytę z produkcji, zatrzymać promocję i oczywiście sprowadzić tutaj twoich rodziców – złapała się za głowę, wymieniając po kolei szkody, które wyniknęły z chęci pomocy jedynej przyjaciółce.
Dziewczyna patrzyła jak zahipnotyzowana w krótkowłosą blondynkę. Kompletnie odebrało jej mowę, chociaż bardzo chciała coś powiedzieć. Cokolwiek. Wyglądała jak wyjęta z wody rybka, która dusi się pod wpływem powietrza. Julia dusiła się pod wpływem słów wypowiedzianych przez Amelię. W jednej chwili cały jej świat legnął w gruzach.
- Moi rodzice byli tutaj? – zapytała resztkami sił, których i tak miała naprawdę niewiele. Bardzo dobrze wiedziała, co się z tym wiąże. Z jej oczu zaczęły wypływać drobne łzy.
- Myślę, że wasz powrót do Polski będzie najlepszym rozwiązaniem... – powiedziała cicho Am i wstała z miękkiego łóżka, a na jej miejscu usiadł Chris. Kobieta szybkim krokiem opuściła pokój nastolatki.
Musiało minąć kilka długich minut, zanim którekolwiek zdecydowało się odezwać. Blondyn pochłonięty był myślami i wzdychał od czasu do czasu patrząc w okno. Julia miała zamknięte oczy, z których co jakiś czas wypływała kryształowa łza.
- Zawiodłem się... – przerwał długą ciszę spoglądając na przyjaciółkę, która w dalszym ciągu nie potrafiła pojąć, że nagle miała stracić wszystko.
Najbardziej obawiała się straty Alex. Miała nadzieję, że jej siostra poradziła sobie z całą sytuacją, jednak miała wrażenie, że relacje między nimi już dawno uległy pogorszeniu. A teraz mogło być tylko gorzej. Kochała ją bardzo mocno, chociaż przez ostatnie tygodnie poczuła wyraźny jej brak. To dlatego postanowiła zaufać Chrisowi.
Blondyn był drugą osobą, z której stratą nie pogodziłaby się tak szybko. Mógł jej nie wybaczyć, że go okłamała, że nie posłuchała jego prośby. Jednak gdyby wszystko było jak dawniej, a ona wróciłaby do Polski... Mogli już więcej się nie zobaczyć. Przyjaźń na odległość w tym wypadku nie miała szans istnienia.
Jego słowa sprawiły, że z jej ust wydobył się cichy szloch, a z oczu cały czas wypływały łzy.
Chłopak spojrzał na nią, a jego wzrok stał się pełen miłości i zrozumienia. Miał do dziewczyny ogromne pretensje, ale ten widok był czymś w rodzaju najgorszej kary jaka mogła spotkać i ją, i jego. Nie wytrzymał. Pochylił się nad Julią i przytulił ją mocno do siebie. Czuł się jak jej starszy brat, który ma obowiązek pomocy młodszej siostrze.
- No już cicho, nie płacz...
- Chris ja nie mogę wrócić do Polski... – wtuliła się w jego ciepłe ciało czując, że ma przy sobie osobę, która nigdy nie pozwoli, żeby ktokolwiek ją skrzywdził
- Nie wrócisz... – pogłaskał ją po delikatnych włosach i przymknął oczy.
- Wrócę Chris, moi rodzice tu byli... – odsunęła się od niego i spojrzała szklistymi oczami.
- Nie byli – szepnął wypuszczając powietrze. Chociaż umówili się z Amelią, postanowił, że nie będzie okłamywał Julii. – Twoi rodzice o niczym nie wiedzą, płyta jest gotowa, a promocja już się rozpoczęła. Co prawda na kontach naprawdę macie spory debet, ale nie dlatego, że tyle wynosiło odszkodowanie za odwołanie supportu, tylko tyle kosztowało Amelię załatwienie wam własnej trasy – wytłumaczył spuszczając głowę. Kiedy zobaczył w jej oczach pozytywny błysk i lekko otwarte usta, które wdychały i wydychały powietrze z ogromną szybkością poczuł, jak ogromny kamień spada mu z serca.
- Naprawdę?
Tylko tyle udało jej się powiedzieć. Była niesamowicie zszokowana i podniecona wszystkich, co usłyszała z ust przyjaciela. Na jej usta wreszcie wszedł szeroki uśmiech, a serce zaczęło bić stałym rytmem. Po krótkich uściskach Chris opowiedział Julii o wszystkim, co wydarzyło się przez dwa tygodnie, kiedy była nieprzytomna. Pominął jednak jedną, istotną rzecz. Pojawienie się osoby, której dziewczyna na pewno nie miałaby ochoty widzieć.
- Nawet mam własny ogród – zaśmiała się wskazując na kilka flakoników z pojedynczymi, czerwonymi różami i jeden, z bukietem drobnych, białych orchidei.
- Te róże są od Patricka – wyjaśnił dumnie. Bał się jednak pytania, które było nieuniknione.
- A orchidee? – zapytała z ciekawością – Prawie nikt nie wie, że je uwielbiam.
Chris przełknął głośno ślinę. Wiedział o tym tylko on, Alex i... Bill. Nie miał jednak zamiaru mówić jej, że to właśnie od czarnowłosego są kwiaty, które uwielbia.
- Ode mnie – przygryzł wargę – Są ode mnie.
- Piękne, dziękuję – uśmiechnęła się serdecznie w podzięce. Blondyn czuł się obrzydliwie tak perfidnie kłamiąc, ale tłumaczył sobie w duchu, że to dla jej dobra. Postanowił jednak kupować przyjaciółce te kwiaty. W ramach zadośćuczynienia, o którym wiedział tylko on.
Nagle drzwi od pokoju nastolatki otworzyły się, a w progu stanęła Barbara. Uśmiechnęła się widząc spokojną twarz Julii i podeszła do stoliczka z lekami.
- Myślę, że panienka powinna odpocząć – mrugnęła do Chrisa, który natychmiast poderwał się z miejsca.
- Oczywiście – odparł poważnie.
- Ale ja wcale nie jestem zmęczona – Julia złapała go za rękę i ziewnęła szeroko. Blondyn zaśmiał się w głos.
- Prześpij się, bo potem czeka cię jeszcze jedna rozmowa – pocałował ją w policzek – Do zobaczenia i trzymaj się – przesłał jej jeszcze raz powietrznego buziaka i zniknął za drzwiami pokoju.
- Taki chłopak to skarb, kochana – Barbara podeszła do dziewczyny i wręczyła jej kieliszek z kilkoma kolorowymi tabletkami i kubkiem ciepłej wody.
- To nie jest mój chłopak – wyjaśniła, a na jej twarzy pojawił się delikatny rumieniec. Odruchowo spojrzała na białe orchidee stojące kącie pokoju.
Jednego była pewna – taki przyjaciel to prawdziwy skarb...


Po krótkiej drzemce podniosła się wreszcie z ciepłego łóżka, a na samą myśl o rozmowie, która właśnie za chwilę miała się odbyć, przez jej ciało przechodziły nieprzyjemne dreszcze. Z jednej strony cieszyła się, że wreszcie zobaczy Alex, bo zdążyła się już porządnie stęsknić, jednak nie chciała powracać do ciężkich dla przyjaciółki chwil, nie chciała jej na nowo ranić. Wsunęła stopy w kapcie, a na plecy zarzuciła miękki szalfrok. Szła powoli, bo w głowie dalej czuła ostry ból. Zeszła po schodach mając nadzieję, że zastanie Alex w domu. Chociaż na zewnątrz panował już półmrok spodziewała się tego, że przyjaciółka będzie korzystać z uroków życia.
Do salonu zwabiły ją krzyki i gromki śmiech. Serce zaczęło walić jej jak oszalałe, a usta nieco drżeć. Uchyliła lekko drzwi i stanęła w progu. To, co zobaczyła kompletnie ścięło ją z nóg. Mrugnęła kilka razy powiekami, jakby obraz miał zaraz zniknąć i oparła się o framugę. Alex śmiała się głośno do Toma, który całował ją po wnętrzu dłoni. Wyglądali na naprawdę szczęśliwych...
W pewnym momencie Ola spojrzała w kierunku drzwi, jakby czuła na sobie czyjeś spojrzenie. Zamarła. Wyrwała się z objęć chłopaka i dalej wpatrywała się na Julię z otwartą buzią. Wstała, jednak nie bardzo wiedziała co robić dalej. Nie miała pojęcia, czy przyjaciółka potrafiłaby jej wybaczyć.
- No choć do mnie głuptasie – czarnowłosa zaśmiała się rozkładając ręce i uśmiechnęła się przez łzy. Tak bardzo stęskniła się za osobą, która właśnie uwiesiła się na jej szyi i za żadne skarby nie miała ochoty puścić. Czuła, że jej ramię powoli robi się mokre od łez brunetki, jednak przytuliła ją do siebie jeszcze mocniej. Nie chciała stracić jej ponownie...
Kątem oka zauważyła jak lekko zmieszany Tom opuszcza salon. Najwyraźniej zrozumiał, że dziewczyny mają ochotę pobyć teraz same. Julia pociągnęła Alex za rękę i we dwie usiadły na kremowej kanapie. Było tyle spraw, które musiały sobie wyjaśnić, ale żadna z nich nie wiedziała od czego zacząć.
- Tak bardzo się od siebie oddaliłyśmy ostatnio... – powiedziała Julia, otwierając tym samym temat, na który powinny były porozmawiać już dawno.
- To moja wina – Alex spuściła głowę – Najpierw bałam się tego, co czułam do Toma, a przecież byłaś z nim, potem zazdrościłam ci tego uczucia, którym obdarzyłaś Billa – ściszyła głos – Byłaś taka szczęśliwa... I wreszcie spotkałam Markusa, który pokazał mi, że ja też potrafię się dobrze bawić – zamilkła na chwilę. Te słowa okropnie ją raniły, ale wolała pozostać szczera – Mówiłam mu o wszystkim, on mnie wysłuchiwał jak jakiś zasrany psycholog – zacisnęła palce na materiale sztruksów – A kiedy poszłam do niego, żeby powiedzieć mu, że ja i Tom... – przerwała. Ogromna gula stanęła jej w gardle, a usta nie potrafiły wydobyć z siebie już żadnego dźwięku. Rozpłakała się na dobre.
- Nie mów nic, to już nie jest ważne... – Julia położyła swoją dłoń na jej ręce.
- Zaufałam mu, byłam zazdrosna o Chrisa – kontynuowała – Bo to on zajął moje miejsce, a ja nie potrafiłam się z tym pogodzić... Nie dochodziło do mnie, że to tak naprawdę moja wina...
- Nigdy więcej nie myśl, że ktokolwiek mógłby zająć twoje miejsce – czarnowłosa przytuliła przyjaciółkę do siebie. Ona też czuła się winna. Gdyby trochę bardziej napierała na Alex, to wszystko nie wydarzyłoby się...
- Wiem, że ciężko będzie o tym zapomnieć, ale postaraj się – przejechała dłonią po jej aksamitnych włosach – Nie rozumiem tylko jak możesz nadal być z Tomem... – dziewczyna na samą myśl zacisnęła zęby. Alex odsunęła się od niej i pociągnęła nosem.
- Wiem co myślisz... – przetarła mokre policzki – Myślisz, że siedział z założonymi rękoma na kanapie i popijał jakiegoś mocnego drinka – zaśmiała się – Bo tak było. Ale on naprawdę martwił się o mnie. Ale bał się, nie wiedział co robić. On nie słyszał rozmowy Markusa i nie miał pojęcia co się ze mną stało – wytłumaczyła przyjaciółce – Ale potem... Potem bardzo mi pomógł. Siedział ze mną w szpitalu, wspierał mnie, kiedy płakałam całymi nocami i obwiniałam się za wszystko...
- Mam nadzieję, że tym razem się nie zawiedziesz... – powiedziała cicho nie chcąc urazić Alex, jednak na jej twarzy pojawił się delikatny rumieniec.
- Na początku faktycznie myślałam, że się mną bawi, więc nie angażowałam się za bardzo. Ale wiesz, kiedy leżałam w szpitalu na badaniach... – zawahała się – Byłam bardzo zmęczona i nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Zresztą miałam początki depresji i naprawdę byłam załamana. I wtedy przyszedł do mnie. Wyglądałam jakbym spała, ale tak naprawdę byłam w pełni przytomna – przygryzła wargę z lekkim uśmiechem – Wziął mnie za rękę, powiedział, że wariował ze strachu, ze mogło mi się coś stać, że tęsknił i... – spuściła wzrok - ... że mnie kocha... – dodała.
Julia przytuliła do siebie mocno przyjaciółkę. Ale naprawdę była zakochana w Tomie. Teraz przekonała się, że z wzajemnością, chociaż nie ufała mu do końca. Zrobiło jej się smutno. Przypomniała sobie chwile, które spędziła z Billem. Wtedy też mu nie ufała...
Wytarła łzę szybkim ruchem ręki i odsunęła się od Alex. To wszystko minęło. Najważniejsze, że odzyskała osobę, dzięki której nauczyła się tak wiele. To właśnie ona wprowadziła w jej życie zasadę, która niedługo potem stała się mottem życiowym obu dziewczyn. Bo prawdziwa przyjaźń przetrwa nawet najcięższą próbę...
Carpe diem...


Próba trwała już od dobrych czterech godzin. Warunki w pomieszczeniu nie były korzystne dla osób, które stosunkowo niedawno pozbyły się stałej opieki medycznej. Duchota i totalny skwar były całkowitym przeciwieństwem pogody, która była zdecydowanie odpowiednia, jak na obecną porę roku. Zarówno dziewczyny jak i cały zespół, byli wykończeni. Alex śpiewała resztkami sił dysząc ciężko, Max ledwo zipał od walenia w bębny, a Julia często przysiadała na podeście.
- Proszę was, kochani, wiem, że już późno, wiem, że tutaj się nie da wytrzymać, ale jeszcze tylko dwie solówki. Dacie radę... - odezwała się Amelia korzystając z króciutkiej przerwy zespołu na złapanie oddechu. Uśmiechnęła się patrząc po wszystkich zmęczonych twarzach i z dumą zasiadła w typowo kinowym fotelu. Naprawdę była dumna. Te dzieciaki miały w sobie więcej siły i energii niż jakakolwiek inna grupa muzyczna. Widziała, że są u kresu wyczerpania, ale starają się, chcą, żeby ich pierwszy samodzielny koncert był tym niezapomnianym, tym jednym z najlepszych. Po raz kolejny tego dnia wzięła do ręki niewielką kamerę cyfrową i włączyła ją. Nie mówiła nikomu po co kręci to wszystko i do czego wykorzysta, nikt też o to nie pytał.
Alex usiadła obok sceny i wzięła duży łyk wody z butelki. Objęła wzorkiem wycieńczonych ludzi i tą jedną, stojącą na środku chudą postać. Tyle jej zawdzięczała. To, że mogła tam być, to, że dane jej było spełniać marzenia. Była dla niej prawdziwą siostrą. Jeszcze kiedy były młodsze żartowały, że po szkole średniej wyjadą za granicę i resztę życia spędzą razem, w jakimś malutkim mieszkanku w Londynie. Teraz miała pewność, że nie rozstaną się przez długi czas. Bo na tym polega przyjaźń. By być blisko osoby, która nas potrzebuje, móc złapać za rękę i powiedzieć - "jak dobrze, że jesteś..."
Z głośników poleciały ostatnie akordy gitary elektrycznej, a jej usta rozbrzmiały końcowymi dźwiękami. Ukłoniła się jeszcze z uśmiechem i zeszła ze sceny. Dla niej to był koniec pracy tego dnia. Ostatnimi siłami odpięła od tylniej kieszeni jeansów czarny mikrofon i położyła go na niskim stoliku. Bezwładnie opadła na miękki fotel wlewając w siebie kolejną puszkę Red Bulla. Chociaż próbę miała już za sobą, widziała jeszcze perspektywę złożenia sprzętu, dojechania do domu i spakowania walizek. Na samą myśl przymknęła oczy. Nie miała zielonego pojęcia, że bycie muzykiem jest tak trudną i niewdzięczną, pełną monotonii i fałszywości pracą. Ale nigdy nie chciała, żeby jej życie było nudne. Nie miała zamiaru wstawać o godzinie szóstej rano tylko po to, żeby zrobić śniadanie mężowi i dzieciom, żeby posłać je do szkoły i spędzić dziesięć godzin w pracy, z której nie ma ani krzty przyjemności. Potem powrót do rodziny, szybki obiad, krótka rozmowa z mężem, kąpiel i spać. I tak codziennie. Nie mogła na to pozwolić. To nie było życie dla niej, wiedziała to już jak była małą dziewczyną i płakała z byle powodu. Jej krzyk był nie do zniesienia, a ukochany dziadziuś zawsze powtarzał wszystkim, że właśnie ona będzie kiedyś niezłą piosenkarką. Wtedy mówił, że operową, ale niewiele się mylił.
Na same wspomnienie odchyliła głowę do tyłu, a na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech. Nagle ogromną duchotę zakłócił lekki powiew jesiennego wiaterku. Było jej tak dobrze, że nie miała ochoty nawet ruszać się z pozy, którą wybrała. Jednak wzięła górę ciekawość sprawdzenia, kto sprawił, że wszyscy przestali cierpieć katusze. To było jasne. Tom przyszedł się pożegnać. Podszedł do Alex, która właśnie skończyła wykonywać swój utwór, objął w pasie i obrócił kilka razy nad ziemią. Byli tacy szczęśliwi. Jak zakochani nastolatkowie, którym nagle świat wydał się taki piękny, jak para wiernych sobie, przeżywających coś niesamowitego, ludzi. Ten błysk w ich oczach, te dwie splecione ze sobą dłonie i usta połączone w miłosnym geście. Wszystko było tak niewiarygodnie i nieprawdopodobne. "Czy zawsze musimy cierpieć, żeby potem być szczęśliwym? pomyślała. Postanowiła jednak poszukać odpowiedzi na to pytanie.
- Amelia... - szepnęła na ucho pani menadżer, która była nadzwyczajnie pochłonięta rozmową z Jostem. - Idę na górę, zaczerpnę trochę świeżego powietrza zanim chłopaki skończą pakować sprzęt - wyjaśniła jej jednym tchem, jednak Am przytaknęła tylko głową dając jej do zrozumienia, że przyjęła to do wiadomości i kontynuowała swoją namiętną konwersację z Davidem. Dziewczyna spuściła głowę i włożyła ręce w kieszenie szerokich spodni. Jej głowę zabiegało tysiące myśli, tysiące niepotrzebnych przemyśleń i marzeń. Postawiła odważnie stopę na metalowym schodku, a za nią podążyła kolejna. Uderzając trampkami o nierówną powierzchnię, zdawało jej się, jakby słyszała jakąś melodię. Szybko uświadomiła sobie, że to tylko wytwór jej chorej wyobraźni. Kiedy uporała się z krętymi schodami, pchnęła ciężkie drzwi, za którymi znajdował się ten inny świat. Ten idealny, bez smutków, cierpienia i wspomnień. Ten, w którym można spokojnie usiąść, mając wrażenie, że czas chociaż na chwilę zatrzymał się w momencie, w którym tylko my chcemy, jakbyśmy mieli nad tym jakąś kontrolę. Chłodny wiatr śmiało muskał jej rozpalone policzki, a księżyc wesoło rozjaśniał granatowe niebo. Usiadła tuż przy barierce i spojrzała w gwiazdy. Takie maleńkie, świecące punkciki, cieszące się ze swojego istnienia. One nie były samotne. Miliony błyskotek ugrzęzło na niebieskim sklepieniu wiedząc, że gdzieś tam dalej jest ta, która żyje razem z nimi. Ta inna, maleńka gwiazdeczka pragnąca jedynie szczęścia...
Usłyszała ciche tupnięcia na schodach, jednak nie poruszyła się nawet. Nie obchodziło ją czy ktokolwiek zainteresował się losem chorej umysłowo wariatki, która zastanawia się, czy gwiazdki naprawdę świecą światłem własnym. Dopiero, kiedy poczuła na barkach ciepły, polarowy sweterek, zorientowała się, że coś jest nie tak. Nie pachniał damskimi perfumami, jednak niezwykle. Ewidentnie należał do jakiegoś chłopaka. Do tego, który usiadł obok niej i bez żadnych skrupułów spojrzał w jej ciemne, odbijające światło uliczne, oczy.
- Przyszedłem się pożegnać... - szepnął tak cicho, że sam siebie ledwie słyszał.
Nie widziała go od koncertu charytatywnego. Od momentu, w którym zniszczyła mu opinię szukającego miłości, zawsze wolnego romantyka. Coś jednak trzymało ją tutaj i nie pozwalało ruszyć się nawet na milimetr. Tak jakby akurat ta chwila była wyjątkowa.
- Jutro wyjeżdżacie w trasę - powiedział pusto patrząc przed siebie, na rozświetlone ulice Magdeburga
- Tak... - odpowiedziała mu przerzucając wzrok na jego twarz - Wy też... - dodała po chwili. Bill zamyślił się przez moment
- W naszym życiu jest tyle kłamstw... - wczepił wzrok w czubki swoich butów. Nie wiedział co powiedzieć, od czego zacząć. Dziewczyna nie miała pojęcia do czego zmierzał. - I wszyscy jak na złość starają się zniszczyć to, co dwie osoby uważają za piękno chwili - podniósł twarz wyglądając na nieco pewniejszego
Jetzt sind wir wieder hier...
- Wiesz, nigdy nie przypuszczałem, że mogę być taki szczęśliwy z dziewczyną, którą poderwał mój własny brat... - kontynuował z uśmiechem na ustach
- Nie, błagam...
- Zakochałem się jak idiota... - roześmiał się kiwając głową z dezaprobatą.
- W nieodpowiedniej dziewczynie, Bill - zauważyła, że czarnowłosy koniecznie chce wyjaśnić sprawę ich szczeniackiego związku, pełnego niepowodzeń i cierpienia
Sind wir zum letzen mal zusammen?
- Proszę, nie przerywaj mi... - spojrzał na nią z bólem wyrysowanym w jego ciemnych tęczówkach - Nie mogłem trafić lepiej. Piękna, inteligentna, uzdolniona... Idealna.
- A potem zdałem sobie sprawę, że to nie bajka - zawahał się - Że jestem cholernym dzieckiem, które nie rozumie co to poświęcenie dla osoby, która jest ciebie wszystkim... I zmarnowałem tą jedną, jedyną szansę, którą dała mi przez przypadek. Miałem ochotę nosić ją na rękach, pokazać światu jaki jestem szczęśliwy. Potem było już tylko coraz gorzej. Nie mogłem kochać bardziej, a jednak zaprzepaściłem najwspanialsze dni mojego życia. Nie potrafiłem sam podejmować decyzji, ciągle musiałem się kogoś radzić. Ona mnie zmieniła...
Wenn dieser Tag der letzte ist...
- Dlaczego mi to mówisz? - zapytała czując lekki ucisk po lewej stronie klatki piersiowej
- Bo rzygam kłamstwem - zacisnął mocno pięści na nogawkach spodni. - Wiem, że za późno. Nie chcę, żebyś mi cokolwiek wybaczała, bo nie zasłużyłem na to - spojrzał na nią ze smutkiem - Wiem jednak, że możemy się już więcej nie spotkać...
Bitte sag es mir noch nicht...
- Dlatego chcę, żebyśmy rozstali się w zgodzie, mając wyjaśnione wszystkie sprawy. Nie mogę pozwolić na to, żebyś darzyła mnie nienawiścią, żebyś kiedykolwiek wspominając o mnie mówiła, że zniszczyłem najwspanialsze lata twojej młodości...
- Bill, dzięki tobie zrozumiałam, że zanim po raz kolejny powiem, że kocham, upewnię się dziesięć razy - uśmiechnęła się przez łzy
Wenn das das Ende für uns ist...
- Dzięki tobie poznałam smak tego słodkiego szaleństwa i gorycz cierpienia - podniosła rękę z zimnej posadzki i uniosła ją w górę - To ty nauczyłeś mnie rzeczy, o których nie miałam zielonego pojęcia... - dotknęła zziębniętymi palcami jego delikatnego policzka. Przymknął oczy.
Sag’s nicht...
- Boję się, że już więcej cię nie zobaczę... - szepnął łamiącym się głosem
- Tak będzie lepiej Bill - odpowiedziała mu tak samo cicho
Noch nicht...
- Chcę, żebyś był szczęśliwy - dodała - Chcę, żebyś czerpał z życia jak najwięcej, żebyś mógł spełniać swoje marzenia... Wykorzystaj to, proszę... - Julia nie potrafiła się opanować. Jego oczy wyrażały tyle smutku, że nie była wstanie zostawić tego z wyjątkową obojętnością. Zbliżyła się delikatnie i przytuliła do niego mocno. Poczuła jego ciepło, jego bijące z przerażającą szybkością serce.
- Żegnaj Bill... - szepnęła ze smutkiem mając jednak wielką nadzieję, że to, co mówi, jest jednym, wielkim nieporozumieniem...
Das ist der letzte Tag...


Już wiecie o co mi chodziło? Koniec. Koniec rozdziału drugiego. Obiecałam Wam jeszcze jednej, ostatni. I dotrzymam słowa. Jednak... trochę inaczej...
Pisanie opowiadania było dla mnie olbrzymim wyzwaniem. W ostatnim czasie stało się nawet pewnego rodzaju karą, której nie mogłam ścieprieć. Kiedyś potrafiłam pisać codziennie, teraz nie potrafię nawet raz na dwa tygodnie. Co prawda mam wiele radości widząc licznik odwiedzin i treść komentarzy. Rosnę we własnym mniemaniu kiedy czytam, że Wam się podoba, że potrafię, że mam talent. To wszystko naprawdę bardzo mobilizuje. Albo kiedy wymyślacie własne końcówki zdarzeń, lub kiedy swatacie ze sobą Julię i Chrisa. To była rzecz z której śmiałam się najgłośniej. A żeby nie było - między nimi nic nie będzie w tym opowiadaniu. O to się nie martwcie. Przepraszam też za to, że ostatnio zawiodłam, a kolejne części stawały się coraz gorsze. Wiecie, po roku pisania już ja sama uciekam się do chorych rozwiązań i brakuje mi sensownych akcji. Poprzednie notki były pisane do innego scenariusza. To wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej. Ale w ostatniej chwili wszystko zmieniłam. Musiałam. Bo miało być kompletnie w inną stronę...
A teraz mam naprawdę ważną informację i chcę, żeby każdy, kto chce mieć do mnie pretensje, przeczytał to nawet 150 razy jeśli trzeba.
Postanowłiłam, że nie będę dodawała więcej notek na blogu, ale chcę, żebyście czasem mogli powrócić do tych drobnych historyjek. Ale to wcale nie znaczy, że cokolwiek kończę i że będę próżnować. To nie jest także zawieszka. Po prostu niedawno otrzymałam w mailu opowiadanie, które składało się z trzydziestu części. Nie musiałam czekać miesiąc na kolejną notkę, nie musiałam potem powracać do poprzednich części, ażeby przypomnieć sobie co było wcześniej. Dlatego i ja tak zrobię.
Najpierw napiszę całość. Wiem, że zajmie mi to duuuużo czasu. Może nawet kolejny rok. Ale chcę, żebym mogła powiedzieć o trzecim rozdziale, że jest naprawdę dobry. Chcę być z niego zadowolona i jak najlepiej go dopieścić. Bo to będzie ważny rozdział. Co miesiąc będę informować tych, którzy jeszcze będą tu wchodzić, na jakim etapie jestem. Własciwie będę to robić tylko po to, żeby nie stracić bloga.
Więc uwaga: osoby, które chcą dostać trzeci rozdział opowiadania proszone są o wpisanie się tutaj, czyli po prostu o dodanie się do subskrypcji. Ostrzegam, że wyrzucam obecnie wszystkie maile, wiec jesli ktos wpisal sie wczesniej, to musi zrobic to jeszcze raz. I moja prośba: jeśli po pół roku stwierdzisz, że znudziło Ci się czekanie na opowiadanie, po prostu wypisz się z subskrypcji i nie przysyłaj mi maili z wyzwiskami, że spamuję.
I jeśli zobaczę komentarz o treści "kiedy nowa notka?" to naprawdę się zdenerwuję.
Dziękuję za wszystko i proszę o rozumienie.
Powtarzam: niczego nie zawieszam i niczego nie kończę... :)
Wszelkie pretensje przyjmuję na gg.
Amen.

niedziela, 15 października 2006 || 21:43:31 || Olciak || komentarze [28]
46. (78) „You’re still with me in my dreams…”

Nie, ja nie mogę z Wami. A szkoda, że nie umiecie czytać ze zrozumieniem.
"Szkoda, że już będziesz zakańczać pisanie tego opowiadania."
Tak? Będę? A to ciekawe, bo nic mi o tym nie wiadomo.
Chyba się trochę nie zrozumieliśmy. Nie mam zamiaru kończyć szybciej opowiadania! Żesz no. Wszystko będzie tak, jak to sobie zaplaowałam jakieś... pół roku temu. Trzeci rozdzialik, na spokojnie, wszystko pięknie, ładnie. To, że wysyłam akurat tą część opowiadania, która jest właśie w trakcie pisania wcale nie zaczy, że cokolwiek kończę. Dla Was nie ma to żadego znaczenia, bo chociaż pod koniec października będę miała całość skończoną, notki i tak dawała będę co tydzień. No, może troszeńkę szybciej. Naprawdę nie macie się czym przejmować, bo Wam nie zrobię tym krzywdy. Ewentualnie sobie, siedząc codziennie do północy i przysypiać przy klawiaturze.
Mam nadzieję, że teraz wszystko rozumiecie.
Loren, nie chcę, naprawdę nie chcę, ale muszę Cię rozczarować podwójnie. Po pierwszę tę część pisałam jeszcze w lipcu, więc to było dużo wcześniej niż zaproponowałaś użycie piosenki Evanescence :P Ale dziękuję za wszelkie pomysły.
Po drugie, co chyba nie będzie zbyt obiecujące, to była jedna z tych części, które pisało mi się najłatwiej, najkrócej i najprzyjemniej. Ale naprawdę, cieszę się przeogromnie, że ktoś wreszcie miał szczerą odwagę powiedzieć co mu się niepodoba. Też nie byłam zadowolona z notki, ale cóż, czasem tak bywa. Nie może zawsze być idealnie. Heh, wyszło jakby kiedykolwiek było.
"a moze jednak po jakiejs przerwie zaczniesz nowe opko???"
Zastanawiałam się nad tym. I podjęłam nawet decyzję. Raczej ostateczną. Nie będę więcej pisać.
"kochany Olciaczku! wczoraj minęła pierwsza rocznica twojego bloga. jednak nie rozumiem dlaczego ostatnia."
A to bardzo proste. Brak opowiadania = brak bloga = brak wszelkich rocznic.
chameide, przepraszam, przepraszam, przepraszam. Nie wiedziałam, że jesteś tu ze mną od początku :P Ale dziękuję Ci za to :)
I jeszcze jedna, ostatnia, ale bardzo ważna informacja. Nie uznaję zasady "koment za koment", więc jeśli ktokolwiek ma zamiar komentować w stylu "fajny blog, ja ci skomentowalam to ty sie odwdzięcz", to lepiej niech w ogóle nie wchodzi.
News w przedziale 1,5-2 tygodni. Ta część jest na tyle długa, że chyba zaspokoi Waszą potrzebę poczytania tego chłamu, a ja będę mieć czas, zeby w spokoju pomysleć nad trzecim rozdziałem.



- To była Yvonne Catterfeld – do kamery wdzięczyła się prowadząca całą galę dziennikarka – A teraz proszę państwa… - spojrzała niby porozumiewawczo na swojego partnera – Nasz zespół - niespodzianka!
- Tak, dokładnie za chwilę, tutaj na tej scenie, wystąpi… - chciał przytrzymać przez chwilę wszystkich w wyreżyserowanej niepewności i patrząc po kanapach, to naprawdę mu się to udawało. To było nieco dziwne, że nikt nie miał pojęcia, kto wystąpi tego wieczora
- Nie, nie, Stefan, poczekaj – zatrzymała go kobieta – Musimy się najpierw pożegnać z widzami – wytłumaczyła mu
- No tak, zapomniałem – mężczyzna podrapał się, wcale nie sztucznie, po głowie sprawiając, że wszyscy zaczęli się śmiać. Julia spojrzała dookoła i nie widziała nikogo, kto nie szczerzyłby się wprost w plazmowe ekraniki. Oparła się o poręcz kanapy i czekała tylko na moment, aż wyjdą na afterparty
- Życzymy miłego wieczoru i do zobaczenia! – pożegnała się prowadząca – A przed nami… Tokio Hotel! – kamera skierowała się na smutną twarz czarnowłosego chłopaka, który trzymając mikrofon, gapił się namiętnie w ziemię. Kiedy rozbrzmiały pierwsze dźwięki, chłopak podniósł głowę i spojrzał w rozwrzeszczaną, piszczącą publiczność. Wyglądał, jakby smutek miał wczepiony na twarz i nic nie potrafiło go zamazać. Chris spojrzał na przyjaciółkę. Nie wyglądała lepiej od czarnowłosego wokalisty. Zapadnięte oczy, zamaskowane ciemnym makijażem. Wykończą się nawzajem, pomyślał. Nagle dziewczyna poruszyła się i zmarszczyła mocno brwi. Na próżno próbowała przypomnieć sobie, co to za piosenka, którą właśnie śpiewa jej były chłopak. Razem z refrenem wszystko napłynęło. Po raz kolejny ze wszystkimi wspomnieniami…
- I’m here without you baby... - śpiewał jakby był w transie - But your still on my lonely mind… I think about you baby, and I dream about you all the time – przymknął oczy, dalej trzymając w ręce podparty stojakiem mikrofon - I’m here without you baby, but you’re still with me in my dreams - otworzył leniwie powieki i wyciągnął przed siebie dłoń, jakby szukał jakiejś pomocy. Julia nie mogła znieść tego widoku. Zerwała się gwałtownie z kanapy i pobiegła prosto przed siebie, zwracając uwagę niemalże wszystkich osób przebywających w korytarzu. Nie powinna była tak reagować, ale gorszym byłoby rozpłakanie się Chrisowi w ramię. A może lepsze? Może wreszcie powinna przestać tłumić w sobie wszystkie uczucia? Znalazła się w toalecie. Miała niezmierną ochotę rzucić się na umywalkę i przemyć twarz zimną wodą. Nie mogła. Musiała jakoś pokazać się na afterparty, chociaż teraz, kiedy wiedziała, że Bill też tam będzie, nie miała najmniejszej ochoty na nie pójść. Ale była z Chrisem, miała go przy sobie, a on nie pozwoliłby na to, żeby ktokolwiek ją skrzywdził. Nagle ktoś zapukał do drzwi damskiej toalety i nie czekając na „proszę”, otworzył je delikatnie. Dziewczyna uśmiechnęła się przez łzy, które już nie miały nawet sił wypływać z jej zmęczonych oczu i przywołała blondyna do siebie szybkim ruchem ręki. Chłopak podszedł do niej i nie śmiał nawet o nic pytać. Po prostu przytulił ją do siebie i pogłaskał po lekko pofalowanych włosach. Słowa były zupełnie nie na miejscu. Chris dobrze wiedział co się z nią dzieje, wiedział, że nie potrafi pogodzić się ze stratą kogoś bliskiego. Wpadł jednak na pewien pomysł
- Przedstawię ci kogoś, dobrze? – spytał odsuwając się od Julii
- Kogo? – spojrzała na niego zaciekawiona
- Powiedzmy, że mojego brata
- Przecież ty nie masz rodzeństwa – zmarszczyła niepewnie czoło
- Alex też nie jest twoją rodzoną siostrą – mrugnął do niej oczkiem – Ale pod jednym warunkiem – podniósł jej podbródek zmuszając tym samym, żeby na niego spojrzała – Obiecaj, że nie będziesz więcej płakać przez Billa
- Obiecuję, że już dzisiaj nie będę – uśmiechnęła się niewinnie
- Lepsze to niż nic – zaśmiał się – Chodź, afterparty nam ucieknie – złapał ją za rękę i wyprowadził z łazienki


Tom stał pod ścianą sącząc wyjątkowo obrzydliwego drinka. Nic mu dzisiaj nie smakowało. Nic, co miałoby w sobie jakieś procenty. Najbardziej brakowało mu Alex. Zastanawiał się gdzie jest, dlaczego się nie odzywa… Byli ze sobą dopiero kilka dni i już los wystawił ich na bezlitosną próbę. Wziął jeszcze jednego, ostatniego już łyka napoju i odłożył szklankę na blat baru. Rozejrzał się dookoła. Wszędzie ciemno, a muzyka dawała mocno po uszach. Gdzieś w oddali dostrzegł zmierzającego w jego kierunku Billa. Nie szedł sam, obejmował w pasie jakąś długonogą blondynkę, prawie w jego wzroście. Kiedy podeszli bliżej, Tom zauważył, że była jeszcze szczuplejsza od jego brata. Przeżegnał się w myślach
- Braciszku, poznaj Ivette – czarnowłosy wypiął dumnie pierś, a dziewczyna wyciągnęła przed siebie dłoń. Tom prawie że od razu poznał, iż nowopoznana przez Billa blondynka jest modelką. Spojrzał tylko na wychudzoną rękę dziewczyny i rzucił krótkie „cześć”, nawet na nią nie patrząc
- Stary, zachowuj się – skarcił go młodszy Kaulitz wyginając mocno usta i zbliżył się do ucha brata – Widziałeś gdzieś Julię?
- Tam była – skinął głową na kanapy umieszczone obok drzwi balkonowych – Ale lepiej daj jej spokój, ma towarzystwo
- Skarbie, idziemy potańczyć? – Ivette przejechała po klatce piersiowej czarnowłosego wokalisty, który spojrzał bezczelnie w wypchany dekolt towarzyszki, po czym mrugnął do Toma. Ten przysunął tylko palec do ust i zrobił minę, jakby miał zaraz zwymiotować. Wiedział, że nie szykuje się nic dobrego, co więcej, niezła afera.
- Też byś kogoś wyrwał – podsunął mu Bill
- Odwal się, przecież mam dziewczynę – skrzywił się, a kiedy zobaczył, że jego braciszek i zupełnie płaska modelka uśmiechają się do siebie z wygłodniałym wzrokiem, naprawdę zrobiło mu się niedobrze.
- Właśnie widać, że ją masz... – zaśmiał się dalej nie tracąc kontaktu wzrokowego z Ivette. Tom złapał go za ramię i ścisnął je tak mocno, że brat aż syknął z bólu
- Zbiera ci się Bill – na jego twarzy pojawił się sztuczny uśmiech – Nie wkurzaj mnie – pogroził mu po raz ostatni i puścił obolałe ramię czarnowłosego
- Jak chcesz – odpowiedział mu bardzo pewny siebie – Ale nie zapominaj braciszku, że jesteśmy tacy sami… Muszę popełnić twoje błędy, żeby się czegoś nauczyć – zmierzył wzrokiem rozglądającą się na boki dziewczynę i uśmiechnął cwanie do Toma
- Bill proszę cię, nie rób głupstw – dredziarz przestraszył się słowami brata. Wiedział, że jest w stanie zrobić niemalże wszystko, żeby zwrócić na siebie uwagę. W końcu jest taki jak on…


- Am, proszę, ja już nie mam siły – Julia próbowała powstrzymać opiekunkę on przedstawiania jej wpływowym ludziom. Była naprawdę zmęczona, a usta już jej zesztywniały od udawania uśmiechu. Gdzieś w oddali zauważyła Chrisa pochłoniętego rozmową. Był jedynym jej ratunkiem od wszystkich producentów, managerów i innych pochłoniętych tą branżą ludzi. Przepchnęła się przez tłum ludzi, którzy poruszali się płynnie w rytm muzyki. Złapała przyjaciela za ramię sprawiając, że obrócił się gwałtownie.
- Wybacz, że przeszkadzam, ale musiałam się wyrwać stamtąd – zaśmiała się niewinnie
- Nie przeszkadzasz, poza tym bardzo dobrze, że przyszłaś, obiecałem przecież was sobie przedstawić – Chris spojrzał na partnera rozmowy, a za jego wzrokiem podążyła Julia. Jej uśmiech automatycznie zbladł. Najpierw zauważyła jego oczy. Fragment twarzy, na który zawsze zwraca największą uwagę. Zielone, elektryzujące tęczówki, otoczone ciemną oprawą. Jej żołądek zareagował dziwną sensacją, a ją samą oblał zimny pot. Widziała, że chłopak był nie mniej zdziwiony osobą, którą miał zamiar przedstawić mu Chris
- Julia? – zielonooki dalej nie mógł się otrząsnąć z wrażenia
- Patrick… - szepnęła nieśmiało czarnowłosa czując, że na jej twarzy po raz kolejny pojawia się ten przeklęty rumieniec. Chris spojrzał po nich nie bardzo rozumiejąc o co tak naprawdę chodzi
- To wy się znacie? – zapytał mało nie mdlejąc
- Spotkaliśmy się przedwczoraj na stacji benzynowej – odpowiedział mu cicho Patrick nie odrywając wzroku od peszącej się dziewczyny – Wiedziałem, że skądś cię znam – dodał dumnie. Faktycznie. Ona też miała takie wrażenie, ale nigdy nie przyszło jej do głowy, że stojący przed nią chłopak może być głównym bohaterem najlepszej produkcji filmowej tego roku – Nie wiedziałem, że tak ładnie śpiewasz – przerwał krępującą ciszę – Wiesz, nie znam się na tym wszystkim, ale czując aurę, którą wytworzyłaś na sali, byłbym skłonny uwierzyć w każde słowo z tej piosenki. Naprawdę, te emocje… – odetchnął mocno. Teraz widać było jak na dłoni, że świetny z niego aktor – Wyśpiewałaś wszystko, jakbyś miała na myśli samą siebie…
- Patrick! – syknął blondyn patrząc na spuszczoną głowę dziewczyny. Chłopak zmieszał się trochę
- Chris, daj spokój, nic się przecież nie stało – Julia uśmiechnęła się naprawdę szczerze – Miał prawo o niczym nie wiedzieć
- Julia, przepraszam, nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało – Patrick próbował się tłumaczyć, ale czarnowłosa załagodziła sytuację uśmiechem. Prawdę mówiąc wcale nie zrobiło jej się przykro. Nagle ktoś potrącił ją tak, że zachwiała się mocno. Odwróciła się odruchowo, żeby sprawdzić kto był na tyle uprzejmy, żeby rozpychać się łokciami, ale zauważyła tylko chłopaka z czarną czuprynką, który przepychał się przez tłum ludzi ciągnąc za sobą jakąś długonogą blond piękność.
- Co za chamstwo – skrzywił się Patrick – Żeby chociaż głupie „przepraszam”
- Za to ja przeproszę na moment – uśmiechnęła się nieco sztucznie i odeszła od chłopaków zmierzając w kierunku toalety. Zrobiło jej się strasznie niedobrze i poczuła, że jeśli zaraz nie znajdzie się w kabinie, to może przyozdobić korytarz wielkiej hali. Doszła do białych, oznaczonych specjalnie drzwi i pchnęła je mocno. Nie zdążyła nawet przekroczyć progu publicznej toalety, a już miała ochotę stamtąd uciec. Krew zaczęła jej buzować w żyłach, a dłonie samoistnie zacisnęły się w pięści. Jeszcze chwila, a jej żołądek naprawdę pozbyłby się niepotrzebnej zawartości. Odetchnęła mocno. Nie może dać się sprowokować, a tutaj o to właśnie chodziło. Trzasnęła drzwiami podchodząc do umywali obok której zabawiała się para niewyżytych nastolatków. Umyślnie, myjąc ręce, ochlapała leżącą obok bluzkę blondynki, która natychmiast oderwała się od ust czarnowłosego
- Uważaj co robisz! – niemalże pisnęła z rozpaczy, jakby zwykłą bluzkę na ramiączka zaprojektował jej co najmniej Versace.
- Wybacz, nie zauważyłam – odpowiedziała obojętnie, podchodząc do uchwytu z jednorazowymi ręcznikami. Chłopak odsunął się od modelki, ale ona przyciągnęła go do siebie
- Chyba się nie rozmyśliłeś, tylko dlatego, że ktoś nas przyłapał – Ivette spojrzała na chłopaka zalotnie
- Właśnie, nie przejmujcie się mną – Julia uśmiechnęła się do wściekłego Billa i powoli opuściła toaletę. Czarnowłosy pomógł zejść modelce z zielonego blatu i rzucił w nią bluzką
- Ubierz się – warknął złowrogo.
Dziewczyna sama nie mogła uwierzyć, że potraktowała to wszystko z góry. Przecież równie dobrze mogła rozbeczeć się na wejściu i uciec stamtąd z krzykiem. Ale nie. Nie jest małym dzieckiem, nie da się tak łatwo sprowokować. Nie można przecież na wszystko reagować płaczem. Wtopiła się w tańczący tłum, w poszukiwaniu przyjaciela. Stał akurat zajęty rozmową z jakąś starszą kobietą, więc podeszła do niego i poprosiła na chwilę na bok. Odeszli na duży, kamienny balkon, z którego roznosił się widok na ulice Oberhausen.
- Wszystko w porządku? – zapytał trochę zdziwiony, że go tu zaciągnęła
- Nic nie jest w porządku – odpowiedziała patrząc daleko przed siebie – Palisz jeszcze? – spytała przenosząc wzrok na jego słabo oświetloną przez uliczne lampy twarz
- Tak, ale… - nie skończył odpowiadać, bo Julia wyciągnęła przed siebie rękę poruszając szybko palcami, jakby coś chciała. Chris sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej czerwoną paczkę papierosów. Dziewczyna wzięła ją od niego i wyjęła jednego papierosa wkładając go do ust, a resztę oddając przyjacielowi
- Nie wiedziałem, że palisz – blondyn oparł się o barierkę i przekręcił głowę, żeby móc spoglądać na Julię
- Bo nie palę – wzruszyła ramionami wypuszczając z ust szary dymek. Chłopak zaśmiał się tylko kiwając głową – Obiecałam ci, że nie będę dzisiaj płakać, więc muszę znaleźć inny sposób na wyładowanie nerwów. Dlatego też pozwalam ci postawić mi drinka – uśmiechnęła się do przyjaciela, który jednak wpadł na inny pomysł
- A może wolałabyś napić się z Patrickiem? – zapytał niepewnie. Dziewczyna nie była nawet zaskoczona
- Obojętne. Byle tylko było coś do picia – stwierdziła opierając głowę o zimny murek. Zdążyła tylko zgasić papierosa o barierkę i wyrzucić go w dół, kiedy ktoś złapał ją za ramię
- Tak szybko? – zaśmiała się obracając. Po raz kolejny tego dnia jej uśmiech zmienił się diametralnie. Stał właśnie przed nią chłopak, który jeszcze przed chwilą bezczelnie zabawiał się w publicznej toalecie z jakąś lafiryndą
- Możemy porozmawiać? – spytał spuszczając głowę. Z jego twarzy zniknął cwany uśmieszek, oczy nie miały żadnego błysku. Dobrze, że na nią nie patrzył, bo jeszcze byłaby w stanie mu ulec.
- Wydawało mi się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy – stwierdziła zmieniając ton na nieco ostrzejszy. Odsunęła się od niego, ale Bill zagrodził jej przejście
- Chcę tylko porozmawiać… - szepnął spoglądając na dziewczynę. Jeszcze chwila, a rzuciłaby mu się w ramiona
- Ale ja nie chcę – ominęła go szerokim łukiem i wyszła z tarasu, jednak czarnowłosy dogonił ją i szarpnął mocno za rękę
- Wysłuchasz mnie. – powiedział stanowczo – Teraz. – oznajmił totalnie wściekły i zaczął ciągnąć dziewczynę gdzieś na ubocze
- Puść mnie! – próbowała mu się wyrwać – Puść mnie, bo będę krzyczeć!
- Nie będziesz – przystanął – Nie rozumiesz, że ja chcę tylko porozmawiać? – nieświadomie wykręcił jej rękę. Julia stłumiła w sobie głośny krzyk, ale mimo to kilka osób odwróciło się
- Chcesz skandalu? – wyrywała się z jego uścisku pocierając mocno zaczerwieniony nadgarstek
- Chcę, żebyś do mnie wróciła do cholery… – powiedział cicho, jakby rozmawiał sam ze sobą. Dziewczyna, chociaż stała trochę dalej usłyszała każde słowo. Podeszła do niego powoli i z uśmiechem na twarzy położyła mu ręce na ramionach. Wyglądał jakby się trochę uspokoił. A to właśnie było dla niego zgubne…
- Wbij sobie wreszcie do tego pustego łba: nie wrócę do ciebie – wycedziła przez zęby – Ani teraz, ani potem, ani nigdy – patrzyła mu prosto w oczy – Przeliterować? Nie? To daj mi święty spokój – spojrzała na niego po raz ostatni i odwróciła na pięcie mając nadzieję, że czarnowłosy pojął choć jedną część tego, co mu powiedziała. Jak zwykle pomyliła się.
- Wiem, że wtedy popełniłem błąd, nie powinienem był słuchać Davida – produkował się coraz bardziej poirytowany, że dziewczyna go nie słucha. Miała go już dość. Dawno nie spotkała równie namolnej osoby. Zatrzymała się wreszcie w samym środku roztańczonego tłumu. Chce skandalu, to będzie go miał pomyślała.
- Zrozum raz na zawsze, Bill! Nie obchodzi mnie to, ze mnie kochasz! – krzyczała bez opamiętania sprawiając, że zainteresowani ludzie wytworzyli wokół nich krąg.
- Uspokój się, ciszej – czarnowłosy rozejrzał się dookoła i zmieszał się trochę
- Dlaczego? Wstydzisz się swoich uczuć? No śmiało, możesz mówić przy wszystkich, teraz mi to obojętne – skrzyżowała ręce na brzuchu i uśmiechnęła się cwanie. Bill nie wiedział co ma zrobić. Nagle przez zbiegowisko ludzi przecisnął się Tom
- Co wy odwalacie? – stanął pomiędzy nimi i starał się zrozumieć zaistniałą sytuację, ale za nic w świecie nie mógł znaleźć racjonalnego wytłumaczenia
- Powiedz braciszkowi, żeby się wreszcie ode mnie odwalił – powiedziała głośno Tomowi i znikła w tłumie. Z każdym dniem zaskakuje samą siebie. Nigdy by nie pomyślała, że byłaby w stanie tak upokorzyć samego Billa Kaulitza. Gazety będą miały o czym pisać…
Przeszła wąską ścieżką wyznaczoną przez zdezorientowanych ludzi. Po raz kolejny tego wieczora znalazła się na balkonie. Właściwie to nie miała zamiaru tak go potraktować, ale sam się prosił. Nie mógł po prostu dać jej spokoju? Zostawić na pastwę własnego losu?
- Brawo, jesteś gwiazdą dzisiejszej imprezy – obok niej pojawił się starszy z Kaulitzów. Jakoś nie pragnęła go teraz widzieć – Nie wiem co się z wami dzieje. Alex miała racje, powinniście się pozabijać nawzajem
- Oj dajcie wy mi wszyscy święty spokój – schowała ręce we włosy, przecierając wcześniej nimi zmęczoną twarz
- Właśnie, panu już dziękujemy… - poklepał go po ramieniu Chris, wypraszając tym samym zdenerwowanego Toma, który miał już dosyć sprzeczek na dzisiaj. Zanim blondyn otworzył usta, dziewczyna znowu wyciągnęła przed siebie dłoń
- Nie – oznajmił krótko
- Właśnie, że tak – nie odwróciła się nawet dalej trzymając rękę przed sobą. Zrezygnowany podał jej w końcu paczkę papierosów
- Nie pal – objął ją ramieniem odpalając zapalniczkę
- Daruj sobie kazania. Obiecałam, że nie będę płakać. Coś za coś – zaciągnęła się mocno i wypuściła siwy dymek z ust – Zostawisz mnie samą? – zapytała nagle. Przyjaciel zdziwił się trochę, ale postanowić spełnić jej prośbę. Nie chciała go rozczarować, ale nie potrafiła też zapanować nad łzami, które same napływały do jej oczu. Zastanawiała się nad tym wszystkim. Potrafiła dać Billowi w twarz, potrafiła skrzywdzić jak nikogo innego. Nie potrafiła jednak zapomnieć. Nie o tym co zrobił, tylko o chwilach, które spędzili razem w pewności, że tak pozostanie już do końca.
- Bardzo przeszkodzę, jak postoję tu chwilę? – nie miała nawet pojęcia skąd pojawił się obok niej Patrick. Odpowiedziała mu delikatnym uśmiechem. Nie znała go, ale wydawał jej się taki czuły i niezwykle życzliwy. Taki podobny z charakteru do Billa…
Potrząsnęła mocno głową. Nie! Nie może porównywać każdego chłopaka do tego, który sprawił, że przez długi czas nie będzie potrafiła zakochać się ponownie. Spojrzała na duży zegar kościoła, którego wieżę widać było z balkonu. Dwadzieścia po trzeciej. Późna pora i zmęczenie sprawiły, że miała nieodpartą ochotę położyć się w miękkim, hotelowym lóżku.
- Miłej zabawy życzę… - szepnęła odchodząc od barierki
- Wybierasz się gdzieś? – zatrzymał ją
- Tak, wracam do hotelu – odpowiedziała ze spuszczoną głową – Jestem zmęczona…
- Mogę cię odprowadzić? Mam ochotę przejść się po mieście, a przy okazji dopilnuję, żebyś trafiła bezpiecznie na miejsce
- Dzięki – uśmiechnęła się nakładając na plecy czarną bluzę. Szli przez korytarz, który prowadził do przeludnionej sali w kompletnej ciszy – Tak właściwie to jak to się stało, że tutaj jesteś? –zapytała wreszcie zaciekawiona
- Widzisz tych ludzi? – wskazał na grupkę mężczyzn w średnim wieku – To są najbardziej wpływowi ludzie z mojej branży. Wiesz, filmowcy i tak dalej – przewalił oczami – Ale są tutaj ludzie od ciebie – wskazał palcem akurat na Petera Hoffmana – A także z modelingu, tak jak tamci – Patrick wskazał palcem grupkę znajdującą się tuż obok nich. Spojrzała na bok i zobaczyła wysoką postać ubraną w garnitur w kolorze ercu. Poznała go od razu
- Markus… - przysłoniła usta ręką. Akurat rozmawiał z kimś przez telefon, namiętnie gestykulując. Dziewczyna przysłuchała się chwilę tej rozmowie
- Jest cicho? Jak to nie? To ty nie wiesz co się w takich sytuacjach robi? – krzyczał do słuchawki – Oczywiście. Ucisz ją. A jak kolejny raz zachce jej się dzwonić do siostruni, to wiesz co robić. Nie, nie, podaj jej coś dużo mocniejszego. Odleci trochę – zaśmiał się perfidnie – A ta drugą zajmę się kiedy indziej, na razie wykorzystam to, co mam…
Do jednej dłoni, którą przysłoniła usta, dołączyła druga i niewiarygodna rozpacz w oczach. Alex jest u Markusa. On ją trzyma u siebie…
- Julia, wszystko w porządku? – spytał z troską Patrick, który zobaczył, że dziewczyna wyraźnie pobladła.
- Chodźmy stąd szybko – złapała go za rękę i wyprowadziła na zewnątrz budynku, w którym odbywało się afterparty. Bała się, żeby Markus nie zauważył jej, tym bardziej żeby zorientował się, że słyszała jego rozmowę. Szli z Patrickiem powoli w stronę hotelu, a Julia opowiedziała mu całą historię dotyczącą Alex.
- Mam pomysł… - Zatrzymała się nagle czarnowłosa
- Jaki? – zapytał zaciekawiony zielonooki
- Stanę się taka, jaką Markus chce, żebym była… - przygryzła mocno wargę starając się poukładać w głowie kolejne etapy swojego planu
- Wiesz, że to może być niebezpieczne?
- Wiem – odpowiedziała cicho – Ale Alex jest dla mnie ważniejsza…
- Rozumiem – uśmiechnął się – Jeśli tylko do czegoś mógłbym się przydać, to chętnie pomogę – zaoferował
- Myślę, że możesz się przydać – zastanowiła się chwilę i oboje ruszyli dalej pięknie oświetlonymi ulicami Oberhausen…



poniedziałek, 9 października 2006 || 19:43:40 || Olciak || komentarze [22]
Pierwsze (i ostatnie) urodziny bloga!
45. (77) „Macie szansę na najlepszy Newcormer tego roku!”

Brawo dla Loren. Nie wierzę, że ktoś się domyślił, naprawdę. Szok x2 itp itd. Bo widzicie, dla Was to nic wielkiego, pogadaj sobie dziecko, pogadaj, ja i tak Cię oleję i przeczytam tylko nową część, bo w sumie to nudzi mi się. W porządku, przecież nikt Was nie zmusza, żebyście czytali moje narzekania i prośby w tej "przeczęści". Ale teraz jest inaczej, bo i dzień jest (jak dla mnie) wyjątkowy. Dzisiaj mija rok, od kiedy prowadzę tego bloga. Rok, od kiedy zamęczam Was moimi durnymi wypocinami, tymi różnymi, niestworzonymi akcjami. Nie wiem czy jest ktoś, kto był "ze mną" od początku, czyli od 9 października 2005, ale tym osobom, jak i tym, którzy są od niedawna, weszli dzisiaj lub wejdą jutro, dziękuję. Dziękuję za kilka tysięcy komentarzy, za ponad 123 tysiące wejść, za liczne reklamy, polecanie znajomym. Dziękuję za słowa dobre, ale też za krytykę, która pojawiała się nie raz i nie dwa. Bo ja naprawdę staram się, wylewam siódme poty przed tym monitorem, chcę, żeby wszystko czytało się miło i przyjemnie. Ale bez Was, nie byłoby tego wszystkiego, nie wiedziałabym, że chociaż w niewielkim stopniu, ale potrafię. Uwielbiam wchodzić na tego bloga i czytać te piękne komentarze. Coś wspaniałego, mówię Wam. Dlatego też nie chcę zawieść ani Was, ani siebie i obiecuję Wam, że skończę to opowiadanie. Ale nie jutro czy pojutrze. Myślę, że w sylwestra pojawi się ostatnia notka. Nie mam pojęcia czy uda mi się to poprawnie rozplanować, ale jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, to całe opowiadanie będzie skończone już w ostatnich dniach października. Dlaczego tak? Otóż to właśnie trzeci rozdział wysyłam na konkurs do Bravo. Nie po to, żeby wygrać, ale wiem, że jeśli nie spróbuję, to będę tego bardzo żałować. Będę ślęczeć dniami i nocami, wiem, że zawalę trochę szkoły, ale trudno, jakoś dam radę. Mam nadzieję, że wytrwacie ze mną do końca...
EDIT:
Hej, ale momencik. To nie będzie tak, że ja zakańczam pisać wcześniej, bo wysyłam opowiadanie na konkurs. Nie! Po prostu przyspieszam notki. Część, którą napisałabym w tydzień, muszę napisać w jakieś 3h, ale to nie znaczy, że nagle urwę wątek. Już dawno spisałam sobie plan wydarzeń odnośnie 3. rozdziału i zamierzam to wszystko wykorzystać. Więc nie martwcie się, będzie tak, jak planowałam od początku :)
I jeszcze raz serdecznie dziękuję Wam za ten wspaniały rok ;)


Szły z Amelią długim korytarzem, co chwila mijając wielkie gwiazdy, jak i te mniejsze gwiazdeczki. Wszędzie huk, harmider, ciche szepty i głośne rozmowy. To było nawet trochę dziwne, że osoby niezwykle szanowane w showbiznesie zgodziły się wystąpić w koncercie charytatywnym, oczywiście za darmo. No tak, bo kto by chciał pomagać biednym dzieciom… A może właśnie straciły rodziców? Może nigdy ich nie miały? Oni tak naprawdę nie wiedzą jak to jest, kiedy wraca się do pustego pokoju, bierze w ręce starego, poprutego misia i płacze się w zdewastowany pyszczek, a następnego dnia przychodzą obcy ludzie. Nowa mamusia i nowy tatuś. Czy ktoś w ogóle zważa na uczucia tych maleńkich dzieci, które muszą się znosić dwadzieścia cztery godziny na dobę? Nie. Bo większość tych plastikowych twarzyczek urodziła się w złotej kołysce, różowych śpioszkach z grzechotką w ręce.
- Ok., to zrobimy tak – z zamyślenia wyrwała dziewczynę Am – Ty wchodzisz tu – wskazała na białe drzwi – A ja idę po harmonogram i zaraz do Ciebie przyjdę, może być? – położyła jej dłoń na ramieniu, a drugą zaprosiła gestem w drewniane drzwi
- Jeśli tak zachowują się prawdziwe gwiazdy to chyba tak – uśmiechnęła się szczerze i odwróciła się w stronę wejścia. Jej uwagę przykuła przyklejona tam biała kartka, obramowana na złoto, z napisem „Seelen” w takim kolorze, oraz niewielka gwiazdka w lewym, górnym rogu. Nacisnęła klamkę i mało nie zemdlała, jeszcze zanim przekroczyła próg pomieszczenia. Wszystko było w jasnej tonacji. Dwie kanapy stojące prostopadle względem siebie, krzesła, nawet blat garderoby. Weszła dalej zamykając za sobą cicho drzwi. Niespodzianek jednak nie było końca. Dokładnie w rogu, pomiędzy kanapami stał niewielki stolik, a na nim mnóstwo kolorowych owoców i przeróżnych napojów. Pokój, chociaż niewielki, był naprawdę idealnym miejscem na relaks przed występem. Rozsiadła się więc na miękkiej kanapie i sięgnęła po czerwoną puszkę. Ujęła ją w dłonie i docisnęła kluczykiem do metalu, powodując głośne pstryknięcie.


- Tom nie wiesz gdzie jest mój biały lakier? – z łazienki wyleciał uśmiechnięty Bill
- Nie mam pojęcia – wzruszył ramionami zaczytany w kolorowe pisemko
- Oj, Tom, znajdź, proszę – objął go ramieniem – No proszę – potrzepał niezgrabnie ciężkimi od tuszu rzęsami
- Odwal się – warknął strącając z siebie dłoń brata – Skąd mam niby wiedzieć? Nie używam, nie robię z siebie pajaca jak ty – odłożył gazetę – I nie obejmuj mnie w ten sposób, bo zacznę wierzyć w teksty anty fanów, że… - nie dokończył, bo został obrzucony różnymi ciuchami, torebkami i kosmetyczkami. Z jednej z nich wyleciał biały lakier do paznokci i poturlał się prosto pod nogi czarnowłosego, który aż podskoczył ze szczęścia i ucałował starszego brata w policzek
- Kocham cię, Tom! – dodał wybiegając z powrotem do łazienki
- Stary, jesteś obrzydliwy! – krzyknął Kaulitz klepiąc i pocierając czerwony już policzek. Kiedy upewnił się, że nie zostały żadne ślady po bytności brata na jego twarzy, ponownie rozwalił się wygodnie na łóżku i wczytał w drobny druk. Nie zwrócił nawet uwagi na przemieszczającego się po pokoju Billa. Dopiero kiedy poczuł obrzydliwie gryzący zapach jakiegoś perfumu, podniósł się lekko na łokciach i odrzucił gazetę na bok
- Mógłbyś nie… - spojrzał na opartego o parapet brata i odebrało mu całkowicie mowę. Czarnowłosy popatrzył na Toma i zrobił minę numer 169, czyli coś w stylu „jestem boski” i uśmiechnął się niewinnie
- Jak wyglądam? – spytał
- A jak masz wyglądać? – odpowiedział mu pytaniem przerażony Kaulitz
- No… Ładnie? Jak mężczyzna? – poprawił niemal spadające mu z bioder czarne spodnie. Tom przypatrzył im się dokładnie i aż czknął z wrażenia
- Jak mężczyzna? Sorry stary, ale spodnie sprzed pół roku, z tymi szybkimi – zrobił w powietrzu dwa króliczki, jakby chciał ująć ostatni wyraz w cudzysłów – rozporkami nie zrobią z ciebie faceta – wyłożył się dumnie na miękkim łóżku i jeszcze raz spojrzał na Billa – Tak serio to wyglądasz jak kretyn, ale skoro dobrze się czujesz, to spoko – wzruszył ramionami mierząc go jeszcze raz od góry do dołu
- No co ci się nie podoba? – oburzył się czując, że Tom wyraźnie obraził jego męską dumę
- Daj spokój, Bill – podniósł się z łóżka i usiadł na nim szeroko rozstawiając nogi – Nie chcę się czepiać twojego wyglądu. Jeśli uważasz, że ładnie wyglądasz z włosami, jakby właśnie pieprznął cię piorun, kilogramem łańcuchów na szyi, skórzanych rękawiczkach i w spodniach, które ledwo trzymają ci się na tyłku to chyba wszystko jest w porządku
- Tobie nie muszę się podobać – obrażony przeczesał sztywne od lakieru włosy i przejechał po ustach ochronną pomadką. Tom podszedł do niego i wypuścił głośno powietrze
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że tak nie jest – poklepał go po mocno plecach, że Bill aż kaszlnął. Kiedy uspokoił się trochę złapał za swoją skórzaną kurtkę i skierował się w stronę drzwi – A ty gdzie? Idziesz wyrywać beze mnie? – zatrzymał go zanim brat zniknął za drzwiami
- Wybacz, ale jestem umówiony – mrugnął do niego Bill
- Z kim? – Tom mało nie zakrztusił się wdychanym powietrzem
- Zobaczysz… - rzucił krótko i zniknął za drzwiami



Blondynka uparcie próbowała wbić Julii do głowy program gali. Powtarzała go tysiąc razy, ale czarnowłosa nie była zbyt skoncentrowana na tym, co mówi jej pani manager.
- Ostatni raz – Am założyła krótkie włosy za ucho – Po 20 masz afterparty, na scenę wchodzisz 18:17, a zaraz przyjdzie…
- Hej! – do garderoby wparowała jakaś nieznana im wcześniej dziewczyna, a za nią wysoki mężczyzna z kamerą – No i jak tam? – zapytała przeciągając samogłoskę w ostatnim wyrazie. Julia zlustrowała ją wzrokiem. Dziewczyna nie miała więcej niż siedemnaście lat, sraczkowato-nijakie, pół długie włosy, a ubrana była niczym Christina Aguilera w teledysku do „Lady Marmolade”.
- W porządku – uśmiechnęła się niezwykle szczerze, co więcej bała się, żeby ten uśmiech nie poszerzył się w niekontrolowany śmiech
- Ale jak się czujesz przed swoim pierwszym, prawdziwym występem? – wystawiła na pokaz swoje niezbyt urodziwe uzębienie
- To nie jest mój pierwszy, prawdziwy występ – skrzywiła się Julia, a dziewczyna zachichotała jakby za przodków miała same lalki Barbie
- Ale pierwszy tak prestiżowy, czyż nie? – założyła ręce na brzuchu i spojrzała na mężczyznę stojącego naprzeciwko niej – Prestiżowy to się nazywało? – szepnęła do niego, ale pochłonięty zakrywaniem swojej twarzy w dłonie, nie usłyszał nawet tego pytania. Julia z Amelią spojrzały tylko po sobie i obie parsknęły śmiechem.
- Nie, dość, Mark, wyłącz kamerę – polecił mężczyźnie w kremowej koszuli, który posłusznie wykonał jego polecenie – Natasha, to koniec, wylatujesz – zwrócił się do dziewczyny, która wyglądała, jakby miała zaraz wybuchnąć. Nie wiadomo było tylko czy złością czy płaczem. Wstała szybko z kanapy i tupiąc z całej siły nogami krzyczała coś do załamanego mężczyzny.
- Zobaczysz, jeszcze nagram swój własny, świetny program! Będzie w czołówce! Nie tak jak twój! – darła się w niebogłosy
- Przepraszam – Julia zwróciła się do histeryzującej Natashy – Mogłabyś opuścić moją garderobę?
Dziewczyna natychmiast uspokoiła się, a jej mina wskazywała na totalne osłupienie
- Wyrzucasz mnie? – przyłożyła wskazujący palec do klatki piersiowej – Mnie? – podkreśliła
- Widzisz tu kogoś innego, kto nie jest związany z tym miejscem? – wskazała ręką na pokój. Dziewczyna rozejrzała się dookoła i obróciła kilka razy z zdezorientowaną miną
- Wy wszyscy się kiedyś jeszcze zdziwicie! – wybiegła wreszcie zostawiając Julię i Amelię, które były wyjątkowo zmęczone całą akcją. Czarnowłosa odetchnęła głęboko i nalała trochę napoju z puszki. Jej błogi spokój nie trwał jednak zbyt długo
- Am, za… - nagle przed nimi wyrosła spoglądająca na zegarek kobieta ze słuchawkami na uszach – siedemdziesiąt cztery sekundy wchodzicie! – oznajmiła, jakby chciała ich pogonić. Julia zerwała się z kanapy, poprawiła jeszcze tylko włosy i we trzy wyszły, a właściwie wybiegły z garderoby. Po chwili znajdowały się już przed dużymi drzwiami, a kobieta, która nawiedziła ją w pomieszczeniu, odliczała już kolejne sekundy
- Dobra, wchodzisz – otworzyła przed nią drzwi i weszła z nią do ogromnej hali – Jak dojść chyba wiesz – kiedy doszły do schodków, które prowadziły między sektorami publiczności zostawiła Julię samą. Dziewczyna weszła po plastikowych stopniach na sam podest. Od razu poczuła na sobie osiem tysięcy, jak jej się wydawało, nienawistnych spojrzeń. Jednak za chwilę powitały ją gromkie brawa i piski zgromadzonych fanów. Uśmiechnęła się i zasiadła przy wcześniej przygotowanym fortepianie. Para prowadzących kończyła właśnie przedstawiać zespół i tłumaczyć, że z powodu choroby, Alex nie mogła wystąpić. Po chwili brawa ucichły. To był znak, że czas zacząć. Powili wciskała pierwsze klawisze. Z początku czuła się trochę nieswojo, poza tym ogromną presję i tremę, ale wszystko minęło z kolejnymi dźwiękami. Wreszcie zaczęła śpiewać…

These wounds won't seem to heal
This pain is just too real
There's just too much that time cannot erase...


Nagle stanął jej przed oczami Bill. Czuła, jakby śpiewała do niego. Zebrało jej się na płacz. Piosenka była zbyt prawdziwa, zbyt dobrze opisywała wszystko, co czuła. Za wiele jest tego, czego czas nie może wymazać…

When you cried I'd wipe away all of your tears
When you'd scream I'd fight away all of your fears
And I've held your hand through all of these years
But you still have all of me...


Kolejne obrazy, kolejne spędzone razem chwile napływały do jej wyobraźni i chociaż robiła wszystko, żeby się ich pozbyć, one robiły jeszcze więcej, żeby oczy pozbyły się nadmiaru wilgoci, którą gromadziły w kącikach…

I've tried so hard to tell myself that you're gone
and though you're still with me
I've been alone all along


Wszystko potrafi być prawdziwe. Piosenka, jakby napisana dla niej. Chociaż już pogodziła się z tym, że nie będą więcej razem, nie wierzyła w to do końca. Może gdzieś w środku miała jeszcze jakąś nadzieję. Tylko na co? Nie mogą być ze sobą, to pewne. Teraz, ona nie może być z nikim. Chyba jednak zaczęła pomału uświadamiać sobie, że jest za młoda, żeby powiedzieć, że „kocha”. Wreszcie emocje wzięły górę. Niewielka łza, niemal niewidocznie spłynęła po jej policzku. Skończyła grać. Uśmiechając się przetarła policzek i po tych samych schodkach zeszła za kulisy. Amelia przytuliła ją mocno do siebie i odholowała bezpiecznie na korytarz, przy którym siedziały wszystkie gwiazdy, które już wystąpiły. Było naprawdę bardzo dużo ludzi. W końcu Julia występowała jako przedostatnia. Zaraz po niej puścili reklamy, a potem miał być ostatni występ, oraz gwiazda – niespodzianka. Obydwie rozłożyły się wygodnie na jednej kanapie, która przeznaczona była tylko dla nich. Każda gwiazda miała tutaj własną kanapę.
- Moja śliczna i jej równie śliczny głos – nie wiedziała nawet skąd wziął się nagle obok niej Chris, z jakże uroczym powitaniem i buziakiem w policzek – Pięknie było, po prostu pięknie. Wszyscy się tobą zachwycają, wiesz? Naprawdę, macie z Alex szansę na najlepszy Newcormer tego roku! – zachwycał się przyjaciel
- Dzięki Chris… - szepnęła jakby mówienie sprawiało jej jakiś ból. W pewnym sensie sprawiało…
- Ej, mała, co się stało? – objął ją ramieniem
- Daj spokój, nie tutaj, nie chce skandalu – strąciła jego rękę z barku i wtopiła się w kanapę, ślepo patrząc w ekran. Na korytarzu nastąpiło jakby jakieś ożywienie. Wszyscy zaczęli ze sobą rozmawiać, raz po raz zerkając na kilka złączonych ze sobą telewizorów. Po chwili wszystko stało się jasne…

niedziela, 1 października 2006 || 17:35:18 || Olciak || komentarze [22]
44. (76) „Jesteśmy jeszcze dziećmi, rozumiesz?”

Neu 9 października. Dlaczego tak? Dowiecie się wraz z nową notką.

Sonda zakończona. Mam już kolejny pomysł, ale najpierw muszą mi odpisać z Bravo :)

Tokio Hotel



Nie, wcale nie obudziła się, jak to robiły księżniczki w bajkach. Słońce nie przedostawało się nieśmiało przez grube kotary, oświetlając brzoskwiniową twarzyczkę swej ofiary. Nie poczuła zapachu świeżo parzonej kawy, nie przeciągnęła się mocno, wzdychając o pięknie poranka. Nie było też księcia, który mógłby ocucić ją z marzeń delikatnym pocałunkiem…
Ale był Tom, który rozwalony na fotelu trzymał się za brzuch konając ze śmiechu
- Mniemam, że miałaś wspaniały sen – przetarł oczy starając się nie rozpłakać
- Ty lepiej nie mniemaj, co? – warknęła na niego nakrywając się kołdrą – Przeczytałeś jakiś słownik, że twój, niewielki zresztą, zasób słownictwa powiększył się o to jedno, jakże wygórowane słowo?
- Nie kochanie, wystarczy, że poprzebywałem trochę z tobą – posłał jej z daleka pobieżnego buziaczka
- Wsadź sobie go gdzieś – rzuciła w niego mięciutką poduszką – I daj mi spać – dodała po chwili – Tygrysku…
- Panterko… - przedrzeźniał ją i śmiał jednocześnie, niemalże spadając z dużego fotela
- Wal się Kaulitz – oburzyła się zakopując głębiej w pościeli
- A nie, dziękuję – odpowiedział już poważnie – Nie mam czasu – dodał wstając – I Ty też nie masz
- Bawisz się w dobrą mamuśkę? – odrzuciła z siebie kołdrę i usiadła na łóżku
- Raczej w tatuśka – stwierdził niezwykle odkrywczo – Bez żartów Julka, jeśli chcesz zdążyć do Oberhausen to radzę ci wstać
- Dobra, dobra, już wstaję – uniosła rękę, żeby już nic nie mówił – Tygrysku… - zaśmiała się, a za karę została przewrócona z powrotem na łóżko
- Tygrysku…. – powiedział ktoś, kto stał już dłuższą chwilę opierając się o drzwi. Obydwoje spojrzeli się w prawo, a Tom puścił nadgarstki dziewczyny
- Bill? Cholera, co ty tu robisz? – krzyknął starszy bliźniak – Powinieneś być w szpitalu, wypoczywać!
- Niespodzianka, co? – spytał ironicznie – Ale nie, nie przeszkadzajcie sobie, już mnie tu nie ma – otworzył drzwi i mocno nimi trzasnął. Tom wstał i wybiegł za czarnowłosym. Cała akcja naprawdę wyglądała dość dwuznacznie, ale Julia dopiero teraz zdała sobie z tego sprawę. Podniosła się z pościeli i ubrała w pośpiechu, zabierając swoje rzeczy. Wyszła na korytarz. Z pokoju Billa słychać było jakieś krzyki, ale nie chciała się w to wtrącać. Może jednak powinna?
- Tom, jak ty to sobie wyobrażasz? Miałeś się nią zaopiekować, o to cię prosiłem! Nie mogłeś się powstrzymać kretynie?
- Co ty pieprzysz, Bill! Weź się posłuchaj w ogóle! Nie rozumiesz, że między nami nic nie było?
- Jasne. Od kiedy taki hojny jesteś, że dziewczynom własne koszulki rozdajesz?
- Jesteś do cholery moim bratem czy nie? – wrzasnął Tom – To mi uwierz baranie! Nie potrafiłbym dotknąć twojej dziewczyny – ściszył głos
- Alex potrafiłeś…
- Ale Alex nie kochałeś! – znowu oburzył się starszy z Kaulitz
- No i? Jej też nie – odpowiedział mu obojętnie
- Kogo ty chcesz oszukać? Mnie Bill? Mnie, którego prosiłeś o radę, któremu ryczałeś jak rozwydrzony bachor? Bill, jaki byś nie był, kocham cię i kogo jak kogo, ale ciebie nie dałbym skrzywdzić!
Julia usiadła pod uchylonymi drzwiami. Niewielkie krople śmiało błądziły po jej policzkach, a z ust wydobywał się cichy szloch...
- Pierwszy raz mi to powiedziałeś Tom, wiesz? – głos młodszego bliźniaka wyraźnie załamał się pod wypływem tych kilku, jakże ważnych dla niego słów
- Nie ma znaczenia, czy mówiłem, ci o tym kiedykolwiek, czy nie, bo sam dobrze wiesz, że tak jest. Ale naprawdę starałem się wam pomóc, przegadaliśmy pół nocy…
- I co? – zapytał zainteresowany Bill – Dałeś jej pamiętnik?
- Wybacz stary, ale już chyba nie da rady... – Tom zawiesił głos na chwilę – Chyba, że sam z nią porozmawiasz
Dziewczyna usłyszała to i wzdrygnęła się wyjmując z ust, przygryzany raz po raz ze zdenerwowania, palec.
- Nie, to nie ma sensu. Wiem, że zrobiłem błąd słuchając Davida, ale… Skoro ona nie chce mi dać szansy, to ja nie mogę jej do tego zmuszać… - powiedział smutny
- Kochasz ją, prawda? – spytał Tom pewnie
- No, a jak myślisz? – warknął na niego brat – Ale z drugiej strony, co z muzyką? Wiem, że jeśli poświęcę się jej, nie będę mieć czasu dla Julii…
- Bill, wybór należy tylko i wyłącznie do ciebie… - oznajmił mu starszy Kaulitz
Czarnowłosa aż drgnęła ze złości. Poderwała się z miejsca, zmuszając każdy, nawet najmniejszy mięsień do pracy. Krew zaczęła w niej na nowo buzować, a na policzkach pojawiły się delikatne wypieki. Odetchnęła mocno i pchnęła drewniane drzwi
Zobaczymy do kogo należy wybór…
- J-julia… właśnie… właśnie rozmawialiśmy z Billem… - zaciął się zdziwiony Tom, kiedy zobaczył opartą o framugę dziewczynę
- Tom, wyjdź – powiedziała stanowczo
- Ale ja…
- Wyjdź! – krzyknęła zamykając za nim z hukiem drzwi i spojrzała na przestraszonego Billa – Nie masz mi nic do powiedzenia? – założyła ręce na piersi przyglądając mu się spokojnie
- Właściwie to… Właściwie to mam – uśmiechnął się i przybliżył do niej – Wiesz… Tak sobie pomyślałem… - złapał ją za rękę – Skoro Tom i Alex chcą spróbować, dlaczego my…
- Chyba sobie żartujesz, Bill – pokiwała głową z niedowierzaniem – Zniosłabym wszystko, wiesz? Wszystko – powtórzyła – Ale nie tak perfidne kłamstwo! Poczułam się jak najgorsza szmata! – odwróciła się od niego opierając rękę na biodrze
- Nie mów tak! Wiem, że popełniłem błąd – szepnął – Ale daj mi jeszcze jedną szansę…
- Ile takich szans chcesz mieć? Jeszcze jedną, oprócz trzech milionów innych, które dają ci twoje fanki? Zrozum, Bill ty dla nich żyjesz! – złapała go za ramiona i poruszyła nim stanowczo – Żyjesz dla muzyki, dla koncertów, dla wywiadów… Daj mi też poczuć to, o czym zawsze marzyłam…
- To co mam zrobić, jeśli cię kocham? – spojrzał na nią z wyrzutem. Nie potrafiła się oprzeć jego spojrzeniu. To wszystko, co znajdowało się w jego umyśle, w jego sercu, było widać jak na otwartej dłoni…
- Nie Bill… - odsunęła się od niego – To co czujesz, to nie jest miłość… To jest niewielki jej rąbek, który w jakiś sposób się w tobie zapalił. Jesteśmy jeszcze dziećmi, myślisz, że potrafimy kochać w pełni znaczenia tego słowa?
Chłopak spuścił głowę, nie wiedząc co powiedzieć
- Będzie lepiej, jak nie będziemy wchodzić sobie w drogę… - rzuciła obojętnie, kierując się w stronę drzwi
- Julia! – wrzasnął czarnowłosy sprawiając, że dziewczyna odwróciła się gwałtownie, a widząc opadającego bezwładnie czarnowłosego, rzuciła się na ziemię
- Bill! Co się stało? Bill? – poklepała go po obu policzkach – Cholera, miał odpoczywać! – mówiła sama do siebie próbując ocucić chłopaka. Odgarnęła mu z twarzy rozczochrane włosy i przejechała po gładkiej skórze – No obudź się… - szepnęła mało nie pozbawiając swoich oczu kolejnych mililitrów łez – Pójdę po Toma – uniosła się na kolanach chcąc wstać i poprosić dredziarza o pomoc, ale pociągnięta za znajomą dłoń wpadła w równie znajome ramiona i zetknęła się z jeszcze lepiej znanymi jej ustami. Nie wiedziała co się dzieje. Delikatne dłonie gładziły ją po włosach, a wargi smakowały kolejnych, już dawno odkrytych przez nie miejsc. Otworzyła oczy, z których raptownie wypłynął potok słonych łez, a ręce mocno odepchnęły napastnika. Spojrzała na niego błagając o jakiekolwiek wytłumaczenie
- Ostatni raz… - szepnął z ogromnym bólem – Ostatni…. – zacisnął silnie usta i spuścił głowę, jakby chciał coś ukryć. Miała ogromną ochotę dać mu w twarz. Co on sobie w ogóle wyobraża? Nie potrafiła. Patrząc na niego, nie miała po prostu sumienia spoliczkować go teraz. Może cierpiał tak jak ona… Może tylko się zgrywał… Ona nie zasłużyła na taki chłód z jego strony. Spojrzała na niego po raz ostatni, kiedy uniósł dłoń i przetarł nią twarz. Nie mogła wytrzymać. Wstała i wybiegła z pokoju, zabierając jeszcze przerzuconą przez poręcz schodów koszulkę Toma. Zbiegła szybko na dół i rozejrzała się po tej części mieszkania. Stał przy drzwiach. Tak, idealniejszego miejsca nie mógł wybrać…
- Ty też się do mnie nie zbliżaj… - syknęła rzucając mu w twarz koszulką i trzaskając drzwiami, wybiegła z domu państwa Kaulitz…

piątek, 22 września 2006 || 20:29:28 || Olciak || komentarze [21]
43. (75) „Miłość? Już więcej nie uwierzę w to słowo…”

Nie chce mi się tłumaczyć dlaczego tyle zwlekałam z nową notką... Sami powinniście to wiedzieć, chociażby zerkając w kalendarz. No niestety chodzę jeszcze do szkoły. I jeszcze długo to się nie zmieni, więc czas uuuuuulatuje w powietrze. A jak już go mam, to nie mam warunków i ochoty na pisanie. I w ten piękny sposób koło się zamyka. Ale spróbuję coś napisać w weekend, chociaż czasu też nie będę miała za wiele... Dobra, nieważne, przechodzę do wyjaśnienia jakichś niejasności, o co zwróciła się w komentarzu anka. "zegos nie rozumiem - zaczynajac od tego, ze nie mialam pojecia, ze w ten wieczór urodzin Kaulitzów, wtedy, kiedy bill wyznal milosc julii, kopulowali się w pokoju. nawet tego nie zasugerowalas. ale ok. skoro tak, to jakim cudem ,,ona byla dla mnie pierwszą''? Wcześniej spał chyba z Ola? Pogubiłam się."
Nie czaję. W pierwszej chwili myślałam, że masz na myśli Alex i Billa i "ową kopulację", ale to chyba nie o to chodzi. Nie potrafię sobie skojarzyć sytuacji o której napisałaś, więc proszę o sprecyzowanie Twojego pytania. Ale drugą część jak najbardziej rozumiem. Otóż skoro powiedział, że był dla Julii pierwszy, to świadczy o tym, że z Alex nie spał. "Miła noc z dziewczyną" nie polega od razu na przyjemności fizycznej. Poza tym ta sytuacja będzie mniej więcej wyjaśniona w jednej z ostatnich notek. Mam nadzieję, że jasno przedstawiłam Ci tę sytuację.
Ma ktoś jeszcze jakieś pytania? Jakieś niejasności się może pojawiły? Jeśli tak, to nie bójcie się pytać, bo ja naprawdę nie mam zamiaru nikogo zagryźć za takie rzeczy :)
Wiecie... Czytając niektóre komentarze człowiek naprawdę może się dowartościować... Nie żebym była jakaś niedowartościowana, ale po prostu robi mi się cieplej na sercu. Bo się staram, naprawdę, dlatego cieszę się, że ktoś do docenia. Dziękuję Wam.
Aha, w dalszym ciągu proszę o poinformowanie mnie, jeśli ktoś ma ochotę znaleźć się u mnie w ulubionych. Ale ostrzegam, że wszyscy w ulubionych będą powiadamiani o nowych notkach, więc jeśli ktoś nie ma ochoty, żebym zaśmiecała mu bloga, to proszę to wcześniej napisać. Można oczywiście jeszcze zapisywać się do subskrypcji (po lewej, zielona ramka). Jest to dużo łatwiejsze dla mnie jak i dla Was, przypuszczam.
Na koniec jedna prośba. Wiem, że to dziwne, że Bill i Julia tak nagle zerwali ze sobą i to z co najmniej dziwnego powodu, wiem, że wiele z was jest tym faktem wręcz oburzonych, ale radzę się przyzwyczaić.
I to chyba tyle co miałam do powiedzenia... Ewentualnie będę edytować tę notkę jak mi się coś przypomni. Kiedy nowa notka? Oczywiście, że nie wiem. Ale postaram się, żeby była szybciej niż ta dzisiejsza. Mua :*


Zgaduję. Albo uciekł z cyrku, albo z wariatkowa. Wygrałam dom na Hawajach?



Zamknęła pamiętnik odkładając go na kolana. To wszystko było dla niej zdecydowanie za trudne. Najgorsza była dla niej bezsilność. I chociaż nie potrafiła wylać więcej łez na Bogu ducha winną koszulkę Toma, czuła się wyjątkowo beznadziejnie. Była rozdarta w pół. Serce mówiło jedno, a rozum kompletnie temu zaprzeczał. W jednej chwili znienawidziła wszystkich dookoła. Billa, Davida, samą siebie, ale głównie starszego Kaulitza. Nie mieściło jej się w głowie jak mógł w tak brutalny sposób stłamsić cząstkę rodzonego brata. A ona? Ona była jego wspólniczką, przeczytała osobiste myśli swojego byłego chłopaka. Z jednej strony kompletnie ją to nie obchodziło, ale z drugiej… Tak pięknie dobrane słowa, w niezwykły sposób opisane każde uczucie, każde pragnienie, każda radość i smutek. Wiedziała, że nie ma szans na powrót do osoby, którą naprawdę kocha, wiedziała, że z resztkami tej miłości nie da się już nic zrobić. W pewnym sensie rozumiała go i potrafiła zaakceptować jego wybór. Ale nie mogła pojąć dlaczego w ten sposób zechciał się jej pozbyć. Nie mógł powiedzieć prawdy? Nie bolałoby mniej, nie. Ale nie czułaby się oszukana, potrafiłaby rozstać się z nim w pokoju. A może zostaliby przyjaciółmi?
- Przyniosłem ci coś do picia – do pokoju wparował Tom z dwoma kubkami gorącej czekolady i postawił je na stoliku obok lampki nocnej
- Wiesz kiedy przyjść… - wymusiła uśmiech i skinęła głową w podzięce – Usiądź – wskazała na miejsce obok siebie
- Nie chciałbym ci…
- Usiądź – podniosła ton – Proszę… - dodała ściszając głos i wzięła cienki zeszyt w ręce – Dlaczego to zrobiłeś? – spojrzała na niego zaszklonymi oczami. Chłopak nawet się nie poruszył
- Bo mam dosyć patrzenia jak niszczycie siebie nawzajem – zacisnął zęby i usiadł na łóżku – Julia, mnie nie oszukasz, jestem bliźniaczym bratem Billa, jesteśmy jakby jedną osobą w dwóch ciałach. Myślisz, że nie wiem jak on się czuje? Ciągle przybity, smutny, z nikim nie rozmawia. Wiesz co najbardziej mnie wkurza? – zapytał zbliżając się do niej – Kiedy pytam go co mu się dzieje, on odpowiada oczywiście, że nic. A ja jestem ślepy i nie widzę, że on po prostu nie potrafi bez ciebie żyć
- Tom, jego miłością jest muzyka, on żyje tylko dla niej… - szepnęła roniąc niewielką łzę – Wiem jakie to dla niego ważne i naprawdę nie widzę sensu, żebyś próbował zmuszać go do czegokolwiek
- Ale skądś musi czerpać inspiracje. To ty byłaś dla niego jedyną wartością, kiedy byliśmy w Berlinie. To dla ciebie śpiewał jak tęskni, jak pragnie żebyś znowu była przy nim – odwrócił się w stronę okna patrząc w dal – Jestem pewien, że teraz siedzi w tym swoim szpitalnym łóżeczku i gryzie ołówek rzucając kartkami wokoło. Bo tracąc ciebie stracił wszystko, rozumiesz? – spojrzał na nią smutny. Dziewczyna spuściła głowę nie odzywając się ani słowem. Jak wytłumaczyć mu, że nie ma racji?
- Tom? – zaczęła niepewnie – Co byś zrobił, gdyby postawiono przed tobą Vivian i kazano z nią być?
- Skąd… - zerwał się przerażony
- …wiem? – wzruszyła ramionami – Po prostu wiem. I nie sądzę, żebyś zechciał do niej wrócić tylko dlatego, że ostatni rok był najgorszym w jej życiu
- Tak, ale z wami jest kompletnie inaczej! – krzyknął dając upust emocjom
- Proszę cię… - zsunęła z siebie kołdrę i wstała siadając obok niego – Zrozum jedną rzecz – złapała jego twarz w dłonie, chcąc żeby na nią popatrzył – Kocham go. Kocham całym sercem… Ale i ja chcę oddać się temu, co kocham dłużej niż jego – uśmiechnęła się lekko – Za tydzień wyjeżdżacie w trasie po Europie. To dla was ogromna szansa Tom. Ani ty, ani Bill nie będziecie mieć czasu na stały związek – zabrała ręce z jego twarzy, przenosząc na dłonie, które splotła ze sobą – Jeżeli ty i Alex naprawdę się kochacie i nie odbije ci żadna szajba, żeby ją zdradzić, to macie szansę przetrwać tą całą gorączkę. Ale ja i twój brat… - pokiwała głową z dezaprobatą – To już nie ma po prostu sensu. I ja już nie chcę do niego wracać. Nie popełnia się dwa razy tych samych błędów Tom… - ściszyła głos odsuwając się od zszokowanego chłopaka
- Wiesz jacy jesteście do siebie podobni? – odetchnął mocno – Ani jednego, ani drugiego nie idzie zrozumieć… - uśmiechnął się podając dziewczynie kubek z wcale już nie taką gorącą czekoladą
- Dziękuję – objęła porcelanę w dłonie i przysunęła do ust przechylając lekko. Nagle zadzwonił telefon domowy. Tom zerwał się i szybko wybiegł na korytarz. Dziewczyna rozejrzała się po pomarańczowym pokoju. Był całkiem przytulny, chociaż wspomnienia z nim związane nie były już takie przyjemne. Napiła się jeszcze brązowego płynu i wstając, odłożyła kubek na niewielką, beżową szafeczkę. Podeszła do dużego regału i przejechała palcami do stosie płyt kompaktowych
- Tylko hip-hop – zaśmiała się przeglądając pudełka. Jej wzrok zatrzymał się na błękitnym opakowaniu z bladą kobietą. Wyjęła płytę ze środka i włączyła do odtwarzacza stojącego obok nieco zakurzonej półki. Znowu poczuła się beznadziejnie słaba...

Now I will tell you what I've done for you
50 thousand tears I've cried
Screaming deceiving and bleeding for you
And you still won't hear me...


Opadła bezsilnie na łóżko. Co z tego, że zgrywa silną i nieugiętą. Co z tego, że naprawdę nie chce wracać do Billa? Po co to wszystko, skoro i tak nawet najmniejsza rzecz, słowo, gest, kojarzy się właśnie z nim?

Don't want your hand this time I'll save myself
Maybe I'll wake up for once
Not tormented daily defeated by you
Just when I thought I'd reached the bottom
I'm dying again...


Po chwili do pokoju wszedł starszy Kaulitz i usiadł na skraju łóżka. Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale kiedy zobaczył bezwładne ciało Julii zrezygnował
- Ej, mała, co jest? – zapytał z troską, głaszcząc ją po długich włosach. Dziewczyna nie poruszyła się nawet. Dalej leżała bez celu gapiąc się w sufit, a słone łzy kreśliły mokre ścieżki na jej policzkach. Nagle podniosła się gwałtownie i całym ciężarem rzuciła mu na szyję
- Tom, ja nie chcę, nie mogę, nie potrafię… - płakała coraz mocniej przyciskając chłopaka do siebie
- No już cicho, nie płacz… - głaskał ją po plecach, żeby tylko się uspokoiła. Odsunęła się lekko
- Przepraszam – uśmiechnęła się przez łzy – Jeszcze długo będę mieć takie napady histerii – przetarła policzki powracając do pozycji siedzącej
- Co zamierzasz z tym zrobić? – zapytał odgarniając z twarzy długie dredy
- Histerię da się chyba jeszcze wyleczyć – zaśmiała się
- Przecież wiesz, że nie o to mi chodziło… - położył jej rękę na ramieniu i zmarszczył mocno czoło
- Tom, ja już postanowiłam – odpowiedziała mu stanowczo – I proszę cię, nie próbujcie z Alex nas ze sobą zeswatać, bo obiecuję, że wam się to nie uda – popatrzyła na niego groźnie i odwróciła twarz w drugą stronę
- Alex… - odetchnął Tom – Dzwoniła do Amelii i kazała jej wycofać zgłoszenie o zaginięciu – złapał się za głowę – A potem powiedziała, że nic jej nie jest, ale tak szybko do domu nie wróci… Podobno strasznie płakała – przetarł mocno twarz dłońmi
- Ale jak to? Co się stało? Dlaczego? Ona nie może, jutro jest koncert charytatywny! – dziewczyna zasypała go pytaniami klęcząc na miękkiej pościeli
- Myślisz, że zrobiła to wszystko z własnej woli? – spojrzał na nią z wyrzutem – Ktoś jej kazał. Nie wiem kto, ale zabroniła Am mówić komukolwiek, że jej nie ma w domu… Zanim zabrano jej telefon zdążyła tylko powiedzieć, że tęskni… - zatrzymał wzrok gdzieś na ścianie pokoju. Trwali chwilę w ciszy, kiedy Tom przypomniał sobie – Aha, musisz zmienić repertuar. Nie możesz zaśpiewać tamtej piosenki, którą wybrałyście, bo nie masz gitary do akompaniamentu. Amelia prosiła żebyś wysłała jej smsa, jeśli się na coś zdecydujesz… - sięgnął po kubek z zimną czekoladą i wziął spory łyk. Julia sięgnęła po swój telefon komórkowy leżący obok niewielkiej lampki nocnej i zaczęła wciskać kolejne guziki
- Tak szybko? – zdziwił się chłopak
- Mhm – odparła uśmiechając się tylko i położyła się na łóżku szeroko ziewając
- Dobra – Tom klasnął w dłonie – To ja będę się już zbierał, na pewno jesteś zmęczona – wstał i sięgnął po opróżnione kubki
- Gdzie będziesz spał? – zapytała obracając się na bok i podpierając głowę na łokciu
- U Billa – odpowiedział spokojnie, kierując się do wyjścia
- Tom?
- Tak? – zatrzymał się w drzwiach
- Posiedź jeszcze trochę ze mną… - szepnęła nieśmiało
- Poczekaj chwilę – uśmiechnął się i zaniósłszy naczynia do kuchni wrócił do swojego pokoju
- Chodź tu – poklepała wolną przestrzeń obok siebie, a chłopak posłusznie wykonał jej polecenie i położył obok. Milcząc podziwiali uroki wysokiego sufitu – Jak to się stało – zaczęła pierwsza – że wśród samego hip-hopu znalazłam płytę Evanescence?
- To nie moja – stwierdził smutno – To Alex… Przyniosła ją tu, kiedy ty i Bill byliście jeszcze w Loitsche… Mam nadzieję, że nic jej nie jest…
- Ja też – odetchnęła mocno – Ale właściwie jak to się stało, że jesteście razem?
- Miłość, kochana, miłość – uśmiechnął się szeroko, a dziewczyna zrobiła minę, jakby miała za moment wymiotować
- Już więcej nie uwierzę w to słowo – powiedziała obojętnie
- A może warto ofiarować wszystko, co jeszcze w tobie pozostało, jakiejś innej, wartej tego osobie?
- Nie chce mi się w to bawić – ziewnęła przeciągle – Zresztą nie gadajmy o tym – machnęła ręką wprowadzając niezręczną ciszę na dobre dziesięć minut
- Myślałaś kiedyś o tym, żeby być zupełnie kimś innym niż jesteś? – zapytał niespodziewanie. Dziewczyna zaśmiała się głośno
- Oczywiście, że tak! Ostatnio na przykład chciałam być… czarną panterą – oznajmiła próbując się nie roześmiać w głos
- Ja to myślałem, żeby kiedyś być takim Georgem Bushem, ale w sumie tygrys to jest to… - wciągnął mocno powietrze
- George Bush? Tygrys? – nie mogła wytrzymać ze śmiechu trzymając się za brzuch
- Ty chciałabyś być czarną panterą, a ja tygrysem – powiedział spokojnie, jakby to była najnormalniejsza zamiana w świecie
- No dobrze, ale dlaczego akurat nim? – Julia próbowała być niezwykle poważna, ale nigdy nie przejawiała większych zdolności aktorskich i wybuchła głośnym śmiechem
- O rany, nie gadam z Tobą – oburzył się – Idę spać –fuknął zrywając się z miękkiej pościeli
- Daj spokój, żartowałam – złapała go za rękę wycierając łzy. Już dawno nie płakała ze śmiechu…
- A ja wcale nie. Za sześć godzin musimy wstać, bo czeka nas bardzo ciężki dzień – pochylił się nad nią i pocałował w czoło - Dobranoc
- Dlaczego wszyscy całują mnie w czoło, a nikt nie raczy pocałować mnie w policzek? – zapytała z wymuszonym wyrzutem. Tom odwrócił się uśmiechając
- Bo to tak po ojcowsku – odpowiedział dumnie podnosząc podbródek i zniknął za beżowymi drzwiami.

Statystyki



 
© 2006 Olciak